*_______________________________________________________________________________*
Jest koniec drugiego roku. Za dwa tygodnie wakacje.Diamond siedziała i myślała o ludziach. Hermiona. Miła, życzliwa, mądra i wierna. Eleanor. Męczona przez ojca tyrana, którego wszyscy się bali, lecz pod maską dumnej arystokratki. Neville. Roztrzepany i zabawny. Luna. Zamyślona, odważna, pomysłowa. Wreszcie ktoś, kogo nienawidziła, a jednocześnie czuła coś dziwnego. Miłość. Daleka, odległa, lecz nie ta zwyczajna, tylko ta inna. Nie wiedziała jaka. Dracon Malfoy. Przypomniała sobie pierwszy rok, gdy uleczyła Nevill'a. Potem przez tydzień była nieprzytomna. Przez jej głowę całe to zdarzenie przewijało się jak film. Po przebudzeniu zobaczyła nad sobą panią Pomfrey, a tuż obok, profesor Snape, który odezwał się:
- Nareszcie się obudziłaś. Czekaliśmy na ciebie już tydzień. Jak widać leczenie zbytnio cię przemęcza. Gdyby jeszcze pojawiły się u ciebie jakieś moce masz się do mnie zgłosić, dobrze? Niestety muszę już iść. Do zobaczenia na lekcjach.
I wyszedł. Równie szybko i niepostrzeżenie jak zwykle.
- Wypij to. - powiedziała Poppy - widać, że jesteś ulubienicą profesora. Był u ciebie codziennie.
Przeno
Przerwała rozmyślania. Postanowiła ruszyć się z miejsca. Była niedziela, dzień wolny od nauki. W związku z tym czego nie zrobiła by ślizgonka? Nigdy nie poszłaby do biblioteki, a jak to miała w zwyczaju nasza bohaterka, uwielbiała zmieniać stereotypy, a więc co zrobiła? Poszła do biblioteki. Ostatnio jej jednym z ulubionych zajęć było przeglądanie ksiąg zakazanych, a głównie tych na temat eliksirów. Gdy skończyła przepisywać skład i przepis na Veritaserum, ze spuszczoną głową usiłowała
chyłkiem wymknąć się zza regału, lecz zderzyła się z kimś. Gdy podniosła głowę zobaczyła oczy o
kilku kolorach między innymi zielonym, szarym i żółtym, szaro-czarną czuprynę i szeroki uśmiech.
Chłopak tej niezwykłej urody odezwał się:
Jest koniec drugiego roku. Za dwa tygodnie wakacje.Diamond siedziała i myślała o ludziach. Hermiona. Miła, życzliwa, mądra i wierna. Eleanor. Męczona przez ojca tyrana, którego wszyscy się bali, lecz pod maską dumnej arystokratki. Neville. Roztrzepany i zabawny. Luna. Zamyślona, odważna, pomysłowa. Wreszcie ktoś, kogo nienawidziła, a jednocześnie czuła coś dziwnego. Miłość. Daleka, odległa, lecz nie ta zwyczajna, tylko ta inna. Nie wiedziała jaka. Dracon Malfoy. Przypomniała sobie pierwszy rok, gdy uleczyła Nevill'a. Potem przez tydzień była nieprzytomna. Przez jej głowę całe to zdarzenie przewijało się jak film. Po przebudzeniu zobaczyła nad sobą panią Pomfrey, a tuż obok, profesor Snape, który odezwał się:
- Nareszcie się obudziłaś. Czekaliśmy na ciebie już tydzień. Jak widać leczenie zbytnio cię przemęcza. Gdyby jeszcze pojawiły się u ciebie jakieś moce masz się do mnie zgłosić, dobrze? Niestety muszę już iść. Do zobaczenia na lekcjach.
I wyszedł. Równie szybko i niepostrzeżenie jak zwykle.
- Wypij to. - powiedziała Poppy - widać, że jesteś ulubienicą profesora. Był u ciebie codziennie.
Przeno
Przerwała rozmyślania. Postanowiła ruszyć się z miejsca. Była niedziela, dzień wolny od nauki. W związku z tym czego nie zrobiła by ślizgonka? Nigdy nie poszłaby do biblioteki, a jak to miała w zwyczaju nasza bohaterka, uwielbiała zmieniać stereotypy, a więc co zrobiła? Poszła do biblioteki. Ostatnio jej jednym z ulubionych zajęć było przeglądanie ksiąg zakazanych, a głównie tych na temat eliksirów. Gdy skończyła przepisywać skład i przepis na Veritaserum, ze spuszczoną głową usiłowała
chyłkiem wymknąć się zza regału, lecz zderzyła się z kimś. Gdy podniosła głowę zobaczyła oczy o
kilku kolorach między innymi zielonym, szarym i żółtym, szaro-czarną czuprynę i szeroki uśmiech.
Chłopak tej niezwykłej urody odezwał się:
- Przepraszam. Nic ci się nie stało?
- Nie, to ja cię przepraszam.
- Co robiłaś w dziale ksiąg zakazanych?
- Ja? Nic.
- Coś musiałaś, skoro z tego miejsca wyszłaś.
- No, dobra. Siedziałam i przepisywałam przepis na eliksir prawdy. A ty? Co niby mogłeś robić tuż przy tym dziale?
- Powiem szczerze. Szedłem dokładnie po to samo co ty. Kocham buszować pośród starych ksiąg.
- Tak w ogóle to jestem Diamond, po prostu Diamond. Ze Slitherinu, drugi rok.
- Dobrze, po prostu Diamond. Ja jestem Hans, Hans Hohenzollern, możesz mówić do mnie H [ czyt. ha ], Ravenclaw i jestem na tym samym roku co ty. To może opowiesz mi coś o sobie i przy okazji
dasz przepis?
*
Draco Malfoy, ten arystokrata ze Slitherinu, siedział na kanapie w salonie Ślizgonów i myślał. Czuł się dziwnie. Czuł dziwną więź, pomiędzy nim, a tą dziewczyną. Naturalnym wyjściem z sytuacji u Malfoya było wyśmiewanie się z niej, choć wiedział, ż później z niewiadomych powodów będzie tego żałował.
*
Severus Snape siedział w swoim gabinecie, gdy postanowił coś zrobić. Udał się do gabinetu dyrektora.
- Dyrektorze, ja muszę coś zrobić. - zaczął. - Ona jest mała, taka biedna i znosi to wszystko.
Wyzwiska, sierociniec, to zbyt dużo dla takiego małego dziecka.
- Severusie, ja nie wiem co mam ci powiedzieć. Nie ochronisz jej, dopóki nie odzyska rodziców.
- Mogłaby mieszkać u mnie w wakacje. Byłbym jej ojcem chrzestnym.
Snape pod maską poważnego bezdusznika, był bardzo wrażliwym człowiekiem, a w dodatku mądrym i widział w Diamond potencjał do eliksirów. Pewnie nie spodziewalibyście się głębszych uczuć u niego, lecz nie w moim opowiadaniu.
- Jeśli tak, musiałbyś złożyć wieczystą przysięgę. A jeszcze ona musiałaby się zgodzić.
- Zrobię dla niej wszystko.
- Dobrze, więc zacznijmy. Severusie Tobiaszu Snape, czy przysięgasz do końca życia chronić przed wszelkim niebezpieczeństwem pannę Diamond?
- Przysięgam.
Złota nić połączyła ich ręce.
- Czy przysięgasz Pomagać jej zawsze gdy będzie tego potrzebowała?
- Przysięgam.
Wystrzeliła srebrna nić.
- Czy przysięgasz być jej Ojcem Chrzestnym i traktować ją jako własną córkę?
- Przysięgam.
Pojawiła się błyszcząca szmaragdowa nić.
- Dobrze teraz możemy ją tu zawołać.
*
- A więc, H. Jak idzie ci transmutacja?
- Słabo, ostatniodostałem Trolla z kartkówki.
- To nie możliwe! Jesteś przecież Krukonem!
- A jednak - uśmiechnął się Hans.
- Jak ty to dostałeś, to ja jestem siostra Malfoya.
Zażartowała, lecz nie miała pojęcia jak bardzo się myliła.
*
Jakiś Puchon szedł korytarzem. Miał bardzo ważną rzecz do zrobienia, a mianowicie przyprowadzić niejaką Diamond, ze Slitherinu, do gabinetu dyrektora. Szukał jej po całej szkole, lecz nie mógł jej znaleźć. Ostatnie miejsce jakie mu zostało była biblioteka. Zobaczył jasne włosy trzęsące się w takt śmiechu i wiedział, że to ona. Dziewczyna rozmawiała z szarowłosym Krukonem.
- Dyrektor cię wzywa do gabinetu. - powiedział.
- Mnie? - zdziwiła się Diamond
- A jesteś Diamond, ze Slitherinu?
- Tak.
- To znaczy, że ciebie.
Puchon zaczął ją prowadzić zawiłymi korytarzami, pośród głośno gadających obrazów, gdy wreszcie dotarli do gabinetu Dumbledora i starszy uczeń powiedział : Pałeczki Cukrowe - było to hasło.
Weszli na podest, a schody zaczęły jechać w górę. Razem z chłopakiem weszli do pomieszczenia.
- Witaj, Diamond. Możesz usiąść, a tobie bardzo dziękuję, Ericu, możesz już iść.
Starszy puchon wyszedł.
- A więc Diamond...
- Proszę pana ja naprawdę nic nie zrobiłam, to musiał być Malfoy ! O, albo ta jędza, Parkinson. - dopiero po chwili zorientowała się co powiedziała. - Przepraszam, ja nie chciałam tego powiedzieć. - zaczęła paplać.
- Myślę, że chciałaś, tylko nie przyznasz się do tego. - odparł Dumbledore - lecz nie po to cię tu sprowadziliśmy. Mianowicie, razem z tu obecnym profesorem Snapem mamy do złożenia dla ciebie propozycję.
- Jaką?
- Diamond, nie przerywaj panu dyrektorowi. - upomniał ją Snape.
- Dobrze, panie profesorze.
- Powracając do tematu, mamy propozycję dla ciebie. Nie będziesz mieszkała już w sierocińcu, profesor Snape będzie twoim ojcem chrzestnym, a ty na wakacje będiesz mieszkała razem z nim. Co
ty na to?
- Ja nie wiem co powiedzieć. To bardzo duży obowiązek.
- Uwież mi, już rozważyliśmy wszystkie za iprzeciw.
- Jeśli tak to z wielką chęcią.
*
' Dwa tygodnie później '
- Profesorze, a jak dostaniemy się do domu?
- Teleportujemy się. Złap mnie za rękę. Poczujesz lekkie szarpnięcie w okolicy pępka i będziemy na miejscu.
- Nigel, chodź. Zmierzamy do nowego domu. - uśmiechnęła się.
Po wykonaniu wszystkich czynności z cichym pyknięciem pojawili się przed szarym domkiem wśród rzędu szeregowców. Diamond wiedziała. To dom Severusa Snape'a.
_________________________________
Cześć, oto i jestem z nowym rozdziałem !
Napiszcie jak się podoba.
Buziaki od Bezimiennej :))
- Nie, to ja cię przepraszam.
- Co robiłaś w dziale ksiąg zakazanych?
- Ja? Nic.
- Coś musiałaś, skoro z tego miejsca wyszłaś.
- No, dobra. Siedziałam i przepisywałam przepis na eliksir prawdy. A ty? Co niby mogłeś robić tuż przy tym dziale?
- Powiem szczerze. Szedłem dokładnie po to samo co ty. Kocham buszować pośród starych ksiąg.
- Tak w ogóle to jestem Diamond, po prostu Diamond. Ze Slitherinu, drugi rok.
- Dobrze, po prostu Diamond. Ja jestem Hans, Hans Hohenzollern, możesz mówić do mnie H [ czyt. ha ], Ravenclaw i jestem na tym samym roku co ty. To może opowiesz mi coś o sobie i przy okazji
dasz przepis?
*
Draco Malfoy, ten arystokrata ze Slitherinu, siedział na kanapie w salonie Ślizgonów i myślał. Czuł się dziwnie. Czuł dziwną więź, pomiędzy nim, a tą dziewczyną. Naturalnym wyjściem z sytuacji u Malfoya było wyśmiewanie się z niej, choć wiedział, ż później z niewiadomych powodów będzie tego żałował.
*
Severus Snape siedział w swoim gabinecie, gdy postanowił coś zrobić. Udał się do gabinetu dyrektora.
- Dyrektorze, ja muszę coś zrobić. - zaczął. - Ona jest mała, taka biedna i znosi to wszystko.
Wyzwiska, sierociniec, to zbyt dużo dla takiego małego dziecka.
- Severusie, ja nie wiem co mam ci powiedzieć. Nie ochronisz jej, dopóki nie odzyska rodziców.
- Mogłaby mieszkać u mnie w wakacje. Byłbym jej ojcem chrzestnym.
Snape pod maską poważnego bezdusznika, był bardzo wrażliwym człowiekiem, a w dodatku mądrym i widział w Diamond potencjał do eliksirów. Pewnie nie spodziewalibyście się głębszych uczuć u niego, lecz nie w moim opowiadaniu.
- Jeśli tak, musiałbyś złożyć wieczystą przysięgę. A jeszcze ona musiałaby się zgodzić.
- Zrobię dla niej wszystko.
- Dobrze, więc zacznijmy. Severusie Tobiaszu Snape, czy przysięgasz do końca życia chronić przed wszelkim niebezpieczeństwem pannę Diamond?
- Przysięgam.
Złota nić połączyła ich ręce.
- Czy przysięgasz Pomagać jej zawsze gdy będzie tego potrzebowała?
- Przysięgam.
Wystrzeliła srebrna nić.
- Czy przysięgasz być jej Ojcem Chrzestnym i traktować ją jako własną córkę?
- Przysięgam.
Pojawiła się błyszcząca szmaragdowa nić.
- Dobrze teraz możemy ją tu zawołać.
*
- A więc, H. Jak idzie ci transmutacja?
- Słabo, ostatniodostałem Trolla z kartkówki.
- To nie możliwe! Jesteś przecież Krukonem!
- A jednak - uśmiechnął się Hans.
- Jak ty to dostałeś, to ja jestem siostra Malfoya.
Zażartowała, lecz nie miała pojęcia jak bardzo się myliła.
*
Jakiś Puchon szedł korytarzem. Miał bardzo ważną rzecz do zrobienia, a mianowicie przyprowadzić niejaką Diamond, ze Slitherinu, do gabinetu dyrektora. Szukał jej po całej szkole, lecz nie mógł jej znaleźć. Ostatnie miejsce jakie mu zostało była biblioteka. Zobaczył jasne włosy trzęsące się w takt śmiechu i wiedział, że to ona. Dziewczyna rozmawiała z szarowłosym Krukonem.
- Dyrektor cię wzywa do gabinetu. - powiedział.
- Mnie? - zdziwiła się Diamond
- A jesteś Diamond, ze Slitherinu?
- Tak.
- To znaczy, że ciebie.
Puchon zaczął ją prowadzić zawiłymi korytarzami, pośród głośno gadających obrazów, gdy wreszcie dotarli do gabinetu Dumbledora i starszy uczeń powiedział : Pałeczki Cukrowe - było to hasło.
Weszli na podest, a schody zaczęły jechać w górę. Razem z chłopakiem weszli do pomieszczenia.
- Witaj, Diamond. Możesz usiąść, a tobie bardzo dziękuję, Ericu, możesz już iść.
Starszy puchon wyszedł.
- A więc Diamond...
- Proszę pana ja naprawdę nic nie zrobiłam, to musiał być Malfoy ! O, albo ta jędza, Parkinson. - dopiero po chwili zorientowała się co powiedziała. - Przepraszam, ja nie chciałam tego powiedzieć. - zaczęła paplać.
- Myślę, że chciałaś, tylko nie przyznasz się do tego. - odparł Dumbledore - lecz nie po to cię tu sprowadziliśmy. Mianowicie, razem z tu obecnym profesorem Snapem mamy do złożenia dla ciebie propozycję.
- Jaką?
- Diamond, nie przerywaj panu dyrektorowi. - upomniał ją Snape.
- Dobrze, panie profesorze.
- Powracając do tematu, mamy propozycję dla ciebie. Nie będziesz mieszkała już w sierocińcu, profesor Snape będzie twoim ojcem chrzestnym, a ty na wakacje będiesz mieszkała razem z nim. Co
ty na to?
- Ja nie wiem co powiedzieć. To bardzo duży obowiązek.
- Uwież mi, już rozważyliśmy wszystkie za iprzeciw.
- Jeśli tak to z wielką chęcią.
*
' Dwa tygodnie później '
- Profesorze, a jak dostaniemy się do domu?
- Teleportujemy się. Złap mnie za rękę. Poczujesz lekkie szarpnięcie w okolicy pępka i będziemy na miejscu.
- Nigel, chodź. Zmierzamy do nowego domu. - uśmiechnęła się.
Po wykonaniu wszystkich czynności z cichym pyknięciem pojawili się przed szarym domkiem wśród rzędu szeregowców. Diamond wiedziała. To dom Severusa Snape'a.
_________________________________
Cześć, oto i jestem z nowym rozdziałem !
Napiszcie jak się podoba.
Buziaki od Bezimiennej :))