Translate

czwartek, 16 czerwca 2016

Rozdział 7, drugi rok nauki i ciąg niezwykłych wydarzeń


                                               
*_______________________________________________________________________________*
Jest koniec drugiego roku. Za dwa tygodnie wakacje.Diamond siedziała i myślała o ludziach. Hermiona. Miła, życzliwa, mądra i wierna. Eleanor. Męczona przez ojca tyrana, którego wszyscy się bali, lecz pod maską dumnej arystokratki. Neville. Roztrzepany i zabawny. Luna. Zamyślona, odważna, pomysłowa. Wreszcie ktoś, kogo nienawidziła, a jednocześnie czuła coś dziwnego. Miłość. Daleka, odległa, lecz nie ta zwyczajna, tylko ta inna. Nie wiedziała jaka. Dracon Malfoy. Przypomniała sobie pierwszy rok, gdy uleczyła Nevill'a. Potem przez tydzień była nieprzytomna. Przez jej głowę całe to zdarzenie przewijało się jak film. Po przebudzeniu zobaczyła nad sobą panią Pomfrey, a tuż obok, profesor Snape, który odezwał się:
- Nareszcie się obudziłaś. Czekaliśmy na ciebie już tydzień. Jak widać leczenie zbytnio cię przemęcza. Gdyby jeszcze pojawiły się u ciebie jakieś moce masz się do mnie zgłosić, dobrze? Niestety muszę już iść. Do zobaczenia na lekcjach.
I wyszedł. Równie szybko i niepostrzeżenie jak zwykle.
- Wypij to. - powiedziała Poppy - widać, że jesteś ulubienicą profesora. Był u ciebie codziennie.
Przeno
Przerwała rozmyślania. Postanowiła ruszyć się z miejsca. Była niedziela, dzień wolny od nauki. W związku z tym czego nie zrobiła by ślizgonka? Nigdy nie poszłaby do biblioteki, a jak to miała w zwyczaju nasza bohaterka, uwielbiała zmieniać stereotypy, a więc co zrobiła? Poszła do biblioteki. Ostatnio jej jednym z ulubionych zajęć było przeglądanie ksiąg zakazanych, a głównie tych na temat eliksirów. Gdy skończyła przepisywać skład i przepis na Veritaserum, ze spuszczoną głową usiłowała 
chyłkiem wymknąć się zza regału, lecz zderzyła się z kimś. Gdy podniosła głowę zobaczyła oczy o 
kilku kolorach między innymi zielonym, szarym i żółtym, szaro-czarną czuprynę i szeroki uśmiech. 
Chłopak tej niezwykłej urody odezwał się:
- Przepraszam. Nic ci się nie stało?
- Nie, to ja cię przepraszam.
- Co robiłaś w dziale ksiąg zakazanych?
- Ja? Nic.
- Coś musiałaś, skoro z tego miejsca wyszłaś.
- No, dobra. Siedziałam i przepisywałam przepis na eliksir prawdy. A ty? Co niby mogłeś robić tuż przy tym dziale?
- Powiem szczerze. Szedłem dokładnie po to samo co ty. Kocham buszować pośród starych ksiąg.
- Tak w ogóle to jestem Diamond, po prostu Diamond. Ze Slitherinu, drugi rok.
- Dobrze, po prostu Diamond. Ja jestem Hans, Hans Hohenzollern, możesz mówić do mnie H [ czyt. ha ], Ravenclaw i jestem na tym samym roku co ty. To może opowiesz mi coś o sobie i przy okazji 
dasz przepis?

*

Draco Malfoy, ten arystokrata ze Slitherinu, siedział na kanapie w salonie Ślizgonów i myślał. Czuł się dziwnie. Czuł dziwną więź, pomiędzy nim, a tą dziewczyną. Naturalnym wyjściem z sytuacji u Malfoya było wyśmiewanie się z niej, choć wiedział, ż później z niewiadomych powodów będzie tego żałował.

*

Severus Snape siedział w swoim gabinecie, gdy postanowił coś zrobić. Udał się do gabinetu dyrektora.
- Dyrektorze, ja muszę coś zrobić. - zaczął. - Ona jest mała, taka biedna i znosi to wszystko.
Wyzwiska, sierociniec, to zbyt dużo dla takiego małego dziecka.
- Severusie, ja nie wiem co mam ci powiedzieć. Nie ochronisz jej, dopóki nie odzyska rodziców.
- Mogłaby mieszkać u mnie w wakacje. Byłbym jej ojcem chrzestnym. 
Snape pod maską poważnego bezdusznika, był bardzo wrażliwym człowiekiem, a w dodatku mądrym i widział w Diamond potencjał do eliksirów. Pewnie nie spodziewalibyście się głębszych uczuć u niego, lecz nie w moim opowiadaniu.
- Jeśli tak, musiałbyś złożyć wieczystą przysięgę. A jeszcze ona musiałaby się zgodzić.
- Zrobię dla niej wszystko.
- Dobrze, więc zacznijmy. Severusie Tobiaszu Snape, czy przysięgasz do końca życia chronić przed wszelkim niebezpieczeństwem pannę Diamond?
- Przysięgam.
Złota nić połączyła ich ręce.
- Czy przysięgasz Pomagać jej zawsze gdy będzie tego potrzebowała?
- Przysięgam.
Wystrzeliła srebrna nić.
- Czy przysięgasz być jej Ojcem Chrzestnym i traktować ją jako własną córkę?
- Przysięgam.
Pojawiła się błyszcząca szmaragdowa nić.
- Dobrze teraz możemy ją tu zawołać.

*
- A więc, H. Jak idzie ci transmutacja?

- Słabo, ostatniodostałem Trolla z kartkówki.
- To nie możliwe! Jesteś przecież Krukonem!
- A jednak - uśmiechnął się Hans.
- Jak ty to dostałeś, to ja jestem siostra Malfoya.

Zażartowała, lecz nie miała pojęcia jak bardzo się myliła.

*

Jakiś Puchon szedł korytarzem. Miał bardzo ważną rzecz do zrobienia, a mianowicie przyprowadzić niejaką Diamond, ze Slitherinu, do gabinetu dyrektora. Szukał jej po całej szkole, lecz nie mógł jej znaleźć. Ostatnie miejsce jakie mu zostało była biblioteka. Zobaczył jasne włosy trzęsące się w takt śmiechu i wiedział, że to ona. Dziewczyna rozmawiała z szarowłosym Krukonem.
- Dyrektor cię wzywa do gabinetu. - powiedział.
- Mnie? - zdziwiła się Diamond
- A jesteś Diamond, ze Slitherinu?
- Tak.
- To znaczy, że ciebie.
Puchon zaczął ją prowadzić zawiłymi korytarzami, pośród głośno gadających obrazów, gdy wreszcie dotarli do gabinetu Dumbledora i starszy uczeń powiedział : Pałeczki Cukrowe - było to hasło.
Weszli na podest, a schody zaczęły jechać w górę. Razem z chłopakiem weszli do pomieszczenia.
- Witaj, Diamond. Możesz usiąść, a tobie bardzo dziękuję, Ericu, możesz już iść.
Starszy puchon wyszedł.
- A więc Diamond...
- Proszę pana ja naprawdę nic nie zrobiłam, to musiał być Malfoy ! O, albo ta jędza, Parkinson. - dopiero po chwili zorientowała się co powiedziała. - Przepraszam, ja nie chciałam tego powiedzieć. - zaczęła paplać.
- Myślę, że chciałaś, tylko nie przyznasz się do tego. - odparł Dumbledore - lecz nie po to cię tu sprowadziliśmy. Mianowicie, razem z tu obecnym profesorem Snapem mamy do złożenia dla ciebie propozycję.
- Jaką?
- Diamond, nie przerywaj panu dyrektorowi. - upomniał ją Snape.
- Dobrze, panie profesorze.
- Powracając do tematu, mamy propozycję dla ciebie. Nie będziesz mieszkała już w sierocińcu, profesor Snape będzie twoim ojcem chrzestnym, a ty na wakacje będiesz mieszkała razem z nim. Co 
ty na to?
- Ja nie wiem co powiedzieć. To bardzo duży obowiązek.
- Uwież mi, już rozważyliśmy wszystkie za iprzeciw.
- Jeśli tak to z wielką chęcią.

*


' Dwa tygodnie później '

- Profesorze, a jak dostaniemy się do domu?
- Teleportujemy się. Złap mnie za rękę. Poczujesz lekkie szarpnięcie w okolicy pępka i będziemy na miejscu.
- Nigel, chodź. Zmierzamy do nowego domu. - uśmiechnęła się.
Po wykonaniu wszystkich czynności z cichym pyknięciem pojawili się przed szarym domkiem wśród rzędu szeregowców. Diamond wiedziała. To dom Severusa Snape'a.

_________________________________

Cześć, oto i jestem z nowym rozdziałem !
Napiszcie jak się podoba. 
       Buziaki od Bezimiennej :))




























wtorek, 7 czerwca 2016

Rozdział 6

Diamond weszła do Wielkiej Sali i rozejrzała się wokoło. Przy stole Slytherinu siedziało tylko kilkoro pierwszoroczniaków, bo starsi odsypiali imprezy z okazji rozpoczęcia nowego roku. Położyła torbę na krześle obok, by zająć miejsce dla Eleanor. Zajęła się jedzeniem płatków Cini Minis, o dziwo, bo były to płatki mugoli. Po czasie zaczęło się tam zbierać coraz więcej dzieci w tym Pansy ze swoją świtą, czyli Milicentą i Astorią. Miała mokrą głowę, a jej rozwścieczone spojrzenie przeczesywało tłum ludzi. Wreszcie ta upragniona chwila, gdy przy całej szkole będzie mogła oś -mieszyć tą szlamę. W szale szła do stółu Ślizgonów i wrzasnęła do Diamond :
- Jak śmiałaś, ty szlamo?! Oblałaś mnie wodą i myślisz, że jesteś fajna, bo zaatakowałaś kogoś?! - kropelki jej śliny tryskały dziewczynce w prosto w twarz
- Myślę, że ty niekoniecznie musisz tak wrzeszczeć i pluć na mnie. Nic ci nie zobiłam działałam w obronie własnej, a ty chciałaś zrobić mi krzywdę. Nie masz teraz prawa mieć teraz do mnie pretensji.To ty zaczęłaś.
- Jeszcze się rozliczymy, Bezimienna. - zagroziła.
- Dziewczynki, co się dzieje?  - do rozmowy wtrącił się profesor Snape - Przestańcie, dziś pierwszy dzień nauki. Macie tu plany lekcji. Do zobaczenia, Diamond.
- Do zobaczenia, panie profesorze.
Przejrzała plan lekcji. Dziś miała eliksiry z Gryfonami, zielarstwo z krukonami i latanie ponownie z uczniami domu lwa. Och, nie mogła się doczekać eliksirów! Popędziła pod salę i zaczęła czytać podręcznik. Amortrencja, Felix Felics. Jacie! Ile tego było. Punktualnie o 9.00 dzieci zaczęły wchodzić do klas. Nasza główna bohaterka rozejrzała się po klasie i podeszła do dziewczynki, z którą się działa w łódce. Była to Gryfonka, o imieniu Hermiona.
- Cześć, mogę się dosiąść?
- Tak, oczywiście. Choć to podobno dziwne, aby Gryfon kumplował się ze Ślizgonem, lecz to bez znaczenia - uśmiechnęła się brunetka.
- Dzięki, jak dotąd tylko ty, Eleanor i Luna odezwały się do mnie inaczej, niż per „Szlamo".
Dziewczynki pozostały pogrążone w rozmowie, dopóki nie rozległ się cichy szum i nauczyciel.
- Witam, jestem profesor Severus Snape.  Teraz sprawdzę listę. Harper?
- Obecna.
- Diamond?
- Obecna.
- Granger?
- Obecna.
-Weasley?
- Obecny.
Sprawdzał tak dość długo, aż doszedł do niejakiego Harry'ego Pottera, niezbyt znanego przez Diamond.
- Ach, tak - powiedział cicho. - Harry Potter. Nasza nowa znakomitść.
Draco Malfoy i jego przyjaciele (tak, on ma przyjaciół) Crabbe i Goyle parsknęliśmy śmiechem, zakrywając twarze rękami. Snape skończył odczytywać nazwiska i spojrzał po klasie. Jego oczy były przenikliwie czarne jak węgiel. Na pierwszy rzut oka nie widać było w nich nic, lecz dziewczynka po bliższym przyjrzeniu się zobaczyła leciutki błysk ciepła.
- Jesteście tutaj, aby nauczyć się subtelnej, a jednocześnie ścisłej sztuki przyżądzania eliksirów - zaczął.
Mówił prawie szeptem, ale Diamond słyszała każde słowo, zupełnie tak jak wtedy, gdy była z nim na ulicy Pokątnej; potrafił utrzymać ciszę w klasie bez podnoszenia głosu. - Nie ma tu głupiego wymachiwania różdżkami, więc może wiele z was uważa, że to wcale nie jest magia. Nie oczekuję od was, że naprawdę docenicie piękno kipiącego kotła i unoszącej się z niego roziskrzonejj pary, delikatną moc płynów, które pełzną poprzez żyły człowieka, aby oczarować umysł i usidlić zmysły... Mogę was nauczyć, jak uwięzić w butelce sławę, uwarzyć chwale, a nawet powstrzymać śmierć, jeśli tylko nie jesteście bandą bałwanów, których zwykle muszę nauczać. Po tym krótkim przemówieniu zapadła głucha cisza. Hermiona siedząca obok prawie zsunęła się z krzesła, sprawiając wrażenie osoby, która zamierza udowodnić, że nie jest bałwanem.
- Potter! - powiedział z nienacka Snape. - Co mi wyjdzie, jeśli dodam sproszkowanego korzenia asfodelusa do nalewki z piołunu?
Diamond z mało nie parsknęła ze śmiechu gdy zobaczyła tak zwaną minę lamy u Pottera. Ręka Hermiony ( zupełnie jak Diamond się spodziewała ) wystrzeliła w powietrze.
- Nie wiem, panie profesorze - odpowiedział Harry. Wargi Snape'a wykrzywiły się w drwiącym uśmiechu.
- Ach, czyli sława to nie wszystko. - Zlekceważył podniesioną rękę Hermiony. - Spróbujmy jeszcze raz. Potter, gdzie będziesz szukał, jeśli ci powiem, żebyś znalazł mi bezoar?
Hermiona, wraz z koleżanką z ławki wyciągnęły ręce tak wysoko jak tylko zdołały je unieść, a Gryfon nadal siedział osłupiały, nie wiedząc co powiedzieć. Malfoy, Crabbe i Goyle trzęśli się ze śmiechu.
- Nie wiem panie profesorze.
- Wydaje mi się, że nie zaglądałeś do żadnej książki, zanim tu przyjechałeś, co Potter?
Snape wciąż nie dostrzegał drżącej ręki Hermiony.
- Potter, jaka jest różnica między mordownikiem, a tojadem żółtym?
Hermiona w desperacji wstała, celując dwoma palcami w sklepienie lochu.
- Nie wiem - odpowiedział cicho Harry. - Myślę jednak, że wie Hermiona, więc dlaczego pan jej nie zapyta?
Rozległy się pojedyńcze śmiechy, a Diamond parsknęła niepochamowanym śmiechem. Snape, jednak nie był zachwycony.
- Siadaj - warknął na Hermionę. - A więc dowiedz się, Potter, że asfodelus i piołun dają napój usypiający o takiej mocy, że znany jest również jako wywar żywej śmierci. Bezoar to kamień tworzący się w żołądku kozy, który chroni przed wieloma truciznami. Jeśli chodzi o mordownik i tojad żółty, to jest to jedna i ta sama roślina, nazywana tez akonitem. Dlaczego tego nie zapisujecie?
Zrobił się ruch, gdy wszyscy sięgali po pióra i pergaminy.
- Potter - powiedział Snape - twoja ignorancja pozbawiła właśnie Gryffindor jednego punktu.
Później Snape podzielił ich na pary i kazał sporządzić prosty napój leczący z czyraków. Chodził po lochu w swojej długiej czarnej pelerynie, obserwując, jak odwarzają suszoną pokrzywę i kruszą kły węża, krytykując prawie wszystkich prócz Malfoya i ku zdziwieniu ślizgonów Diamond. Nagle loch wypełniła chmura gryzącego, zielonego i rozlegl się głośny syk. Neville Longbottom, wcześniej poznany przez Diamond, niechcący zakołysał kociołkiem Seamusa z Gryffindoru i warzony przez nich płyn wylał się na ziemię, wypalajac dziury w butach sąsiadów. Neville oblany płynem, jęczał z bólu, a na jego rękach i nogach rozkwitały czerwone bąble.
- Idiota! - warknął Snape i jednym machnięciem różdżki oczyścił posadzkę z rozlanego wywaru. - Oczywiście dodałeś kolce jeżozwierza przed zdjęciem kociołka z ognia, tak?
Neville zaczął szlochać, bo bąble pokryły mu już cały nos.
- Zaprowadź go do skrzydła szpitalnego - burknął do Seamusa - Neville bardzo powoli i ostrożnie zaczął pokonywać drogę do drzwi.
Snape podszedł do Harrego i Rona, którzy pracowali obok Nevill'a.
- Potter... Do ciebie mówię. Dlaczego nie powiedziałeś mu, żeby nie dodawał kolców? Myślałeś, że jeśli jemu coś nie wyjdzie to ty na tym zyskasz? W ten sposób straciłeś jeszcze jeden punkt dla swojego domu.
Diamond ocknęła się z zamyślenia i szybko dogoniła Nevill'a - miała przeczucie.
- Yyy... Zaczekaj Neville! - krzyknęła.
- Coś się stało? - odezwał się nieśmiało chłopiec.
- Czy mógłbyś dać mi swoją rękę? - w tym momencie Nigel powolnym krokiem dołączył do właścicielki.
- Dobrze.
Diamond delikatnymi palcami chwyciła rękę Nevill'a i wyobraziła sobie jak bąble maleją, a skóra wraca do normalnego koloru. Snape szybkim krokiem podszedł do dzieci i zapytał:
- Diamond, jak to zrobiłaś?
- Ja po prostu sobie wyobraziłam. Chyba każdy tak umie.
- Nie, to nie może być prawda. - mówił cicho.
- O co chodzi, profesorze? Dlaczego to nie może być prawda?
- Nic, nic. Jak byś mogła, czy uleczysz resztę ran Nevill'a? - następnie zwrócił się do reszty - koniec lekcji. Macie iść pod klasę, gdzie macie następną lekcję.
Dziewczynka uleczyła Nevill'a, lecz potem obraz rozmył się, gdy z wyczerpania związanego z leczeniem padła na podłogę.

_______________________________________________________________________________

Cześć,
Może jeszcze ktoś tu zagląda, jeśli tak to pozdro i mam nadzieję, że nawet się wam podoba.
                                         Bezimienna