Translate

środa, 16 listopada 2016

Listy #2

Witajcie, kochani!
Piszę do Was z przykrą wiadomością, a mianowicie, że zawieszam tego bloga. 
   Są jednak pozytywy, bo każdy z moich czytelników będzie mógł obaczyć ciąg dalszy przygód bezimiennej dziewczynki na Wattpadzie pod nazwą ,,Żyć, nie umierać, czyli życie arystokratki w świecie magii". Moja nazwa na tym portalu to ,,magicformuggles" i serdecznie zapraszam Was do obejżenia i przeczytania. 
                                           Buziaczki od Rose 💖💖💖

piątek, 29 lipca 2016

Listy #1

Witajcie!
Mam dla was dwie ważne informacje. Po pierwsze, Anonimy będą mogły dodawać komentarze, co morze ułatwić naszą współpracę autor - czytelnik. Po drugie, dodałam zakładkę ,, Bohaterowie ", lecz były z nią małe komplikacje i musiałam zrobić mały myk, więc gdy w nią wejdziecie to nie możecie dalej jakby ,,być" na stronie bohaterowie i czytać dalej posty tylko trzeba cofnąć. Niestety. No i mam nadzieję, że nie będzie Wam przeszkadzać napis podgląd po lewej stronie, gdyż rzeczywiście jest to link z podglądu bloga. Może w przyszłości uda mi się z robić to jak człowiek, ale na razie musicie być zadowoleni z tego, co jest.
                                     Buziaki i miłego czytania
            ~ Rose Raven

sobota, 2 lipca 2016

Rozdział 8, czyli dom Severusa Snape'a

Zapraszam.- Snape otworzył przed dziewczynką drzwi.
Wnętrze, było tak jak się spodziewała w ciemnej tonacji. Przy wejściu znajdywał się przedsionek razem z wieszakiem, szafą i miejscem na buty. Diamond zaczęła zdejmować swój długi płaszcz i chciała powiesić go na wieszaku, który był dość wysoki, lecz nauczyciel odezwał się :
- Wystarczy, że podrzucisz, a ubranie samo się powiesi.
Weszli do dużego pomieszczenia, zapewne do salonu. Był stonowany w ciemnych kolorach. Dalej przeszli do kuchni, jednak tu było więcej białego i szarego. Weszli po schodach, a Snape powiedział :
- Tu, po prawej jest mój gabinet, połączony z sypialnią, zawsze, gdy będziesz czegoś potrzebowała możesz tu przyjść. Dobrze?
- Dobrze, panie profesorze.
- Chodź, tu jest niespodzianka dla ciebie. Znaleźli się w dość dużym pokoju, który był podzielony na cztery części szybami z białymi ramami. Po lewej w jednym z pomieszczeń było łóżko, szafka nocna i lampka, a cała powierzchnia była w barwach Slitherinu. Dalej było wielkie laboratorium z biurkiem i wieloma kociołkami pod zasłoną Ravenclaw. Po prawej znajdowała się ogromna biblioteka w kolorach Gryffindoru, z wiernymi kopiami Hogwardzkich ksiąg. Na koniec jej spojrzenie padło na wielki pokój pełen szaf z fiolkami i buteleczkami pełnymi przeróżnych składników, a ściany były czarno żólte - to był Huffelpuff.
- Profesorze, to... to jest wspaniałe. To pierwszy prezent, jaki w życiu dostałam. - powiedziała ze łzami w oczach.
- Podoba ci się? Naprawdę?
- To najwspanialsze przeżycie jakie mnie kiedykolwiek spotkało.
- Zobacz, stuknij dwa razy w szybę swoją różdżką.
Zrobiła tak jak kazał, a szkło zamieniło się w każdym pokoju w ściany tego koloru co tam był.
- Wow.
- Nie do końca wiedziałem jakie lubisz kolory, więc zrobiłem, każde pomieszczenie w kolorach danego domu.
- To naprawdę świetny pomysł, profesorze!
- Gdy pociągniesz w bibliotece ten srebrny tom, to ściana obróci się i znajdziesz się w garderobie. A jak stukniesz swoją różdżką w ścianę za łóżkiem to znowu nastąpi obrót, lecz wtedy będzież w łazience. Na dworze jest jeszcze jeden prezent dla ciebie. Chodź.

***

Razem z opiekunem zaczęła iść do ogrodu. Był ładnie urządzony. Taras z ciemnymi kafelkami i wiele różnokolorowych roślin, w tym hortensje, storczyki, róże i tulipany. W sumie, to nie spodziewała się tak przyjaznego klimatu w tym domu. Na beżowym stoliku pod parasolem stało srebrne pudełko na buty z logiem Converse.
- No, dalej otwórz. - zachęcił ją.
Otworzyła. W środku znajdowały się granatowe buty Converse. Nie wiedzieć czemu czuła magiczną aurę, promieniującą od butów. Założyła je. Pochodziła w koło. Były wygodne, lecz czuła, że musi zrobić coś jeszcze. Lekko podskoczyła i ... Wrzasnęła, bo poderwała sie 3 metry w górę.
- Brawo! - pochwalił ją Snape - bardzo szybko odkryłaś ich największą tajemnicę.
- Profesorze, jak mam zejść nadół? - zapytała lekko poddenerwowana, bo nadal wisiała w powietrzu.
- Po prostu tupnij.
Zrobiła tak, jak kazał i momentalnie spadła, lecz nic sobie nie robiąc.
- Ależ to świetna zabawa profesorze! - zawołała wyskakując na siedem, lub dziesięć metrów wzwyż i tupiąc z wielkim zapałem. Jej prawie białe, blond włosy falowały w takt skoków, a srebrne oczy błyszczały z radości.
- Dobrze, Diamond. Możesz sobie tutaj pobiegać, ja w tym czasie będę w moim gabinecie, dobrze?
- Dobrze, panie profesorze. Jeszcze raz bardzo dziękuję.
Podbiegła do niego i się przytuliła. Snape, nieco zdezorientowany, zdziwił się. Po chwili pogłaskał ją po głowie i odwzajemnił uścisk. Diamond czuła przytulając się do niego czuła zapach sosen i siarki
wynikających z bliskiej styczności z eliksirami, jednak pasowało jej to.
- No, już. Muszę iść.
- Dziękueję, profesorze.
- A, jeszcze jedno. - dodał na odchodnym - te buty są bardzo wytrzymałe, nic się przez nie nie przebije.
Dziewczynka, po godzinie skakania, była dość zmęczona, więc udała się do swego pokoju. Wędrowała przez wiele ciemnych korytarzy, pośród obrazów. Przystanęła przy jednym z nich. Przedstawiał kobietę w niebieskiej koronkowej sukni, z kruczoczarnymi włosami i srebrnym diademem na głowie.
- Rovena Ravenclaw? - powiedziała do siebie z niedowierzaniem
- Tak, to ja, Rowena Ravenclaw. A ty, kto?
Diamond odskoczyła. Nie spodziewała się, że nawet tu obrazy będą gadać. Niby to też magiczny dom, ale i tak się zdziwiła.
- Ja jestem Diamond.
- Wiesz, że powiedziałaś  niepoprawnie? Powinnaś mówić „mam na imię Diamond", a nie tak. Jak już, to można „jestem Diamond i do tego nazwisko".
- Diamond to moje nazwisko. A imienia nie mam. Profesor mówi do mnie Po nazwisku, lub ,,mała", przyjaciele Diamond, a wrogowie Bezimienna, lub per Szlamo. - odpowiedziała ze złością, był to jej wrażliwy punkt.
- Przepraszam, to było nietaktowne z mojej strony. - Diamond zaczęła odchodzić, zdenerwowana. - Proszę zostań! - krzyknęła za nią. - W tym domu już nikt ze mną nie rozmawia. Kiedyś… przychodził tu jeszcze Severus, gdy zaczął nauczanie w Hogwarcie, nie miał czasu by zajrzeć do starej przyjaciółki. - do jej głosu wdarła się nuta melancholii.
- No, dobra. Mogę chwile zostać.
- Uff. A więc, możesz opowiedzieć mi coś o sobie?
- Zaczynając od początku. Urodziłam się 5 czerwca 1980 roku. Nie pamiętam mojej rodziny. Mając 4 lata,  trafiłam do sierocińca. Do Hogwartu zabrał mnie profesor Snape. Różdżka -  Anielski dąb, włos z ogona jednorożca, 10 cali, odpowiednio giętka.  Miałam trafić ze względu na inteligencję do pani domu, lecz ze względuna charakter i nieznane mi jeszcze pochodzenie wzięło górę i jestem w Slitherinie. Mam zwierzaka, Nigela - tu odsunęła się i wskazała na stworzenie. Jest psem. Chyba. W każdym razie, mówiąc krótko, siedzę tutaj, skacząc w moich nowych, magicznych butach, myślę o przyjaciołach, moim arcy wrogu Draconie Malfoy'u i jego obstawie. Generalnie mam bardzo urozmaicone życie. Coś jeszcze?
- Jeszcze dwa małe pytania. Jaki przedmiot w Hogwarcie jest twoim ulubionym? Oraz, jak zdobyłaś Nigela?
- Mój ulubiony przedmiot to oczywiście eliksiry. Z Nigelem to dziwna sprawa. Gdy dowiedziałam się, że jestem czarodziejką to byłam na ulicy pokątnej, zobaczyłam kulę wrzącej wody, pędzącej na niego, więc po prostu skoczyłam i odepchnełam go. No, a on potem powiedział, że od dziś jest moim psem.
- Ciekawe, bardzo ciekawe. Naprawdę interesujące. No, nie ważne. Dziękuję ci za rozmowę, do zobaczenia później. 
Diamond zaczęła odchodzić, gdy Rowena jeszcze dorzuciła na odchodnym : 
- Powiedz Severusowi, by zajrzał jeszcze czasem, dobrze?
- Oczywiście. Do widzenia.
Dziewczynka ruszyła do swojego pokoju. Gdy już dotarła spojrzała na zegarek. 
~Kurczę, muszę się pospieszyć. Jest 19:15, a o 19:30, profesor chce mnie widzieć na kolacji. 
~ Lepiej, byś się pospieszyła. - poradził Nigel.
Szybko ruszyła do szafy, bo uznała, że założy coś wygodniejszego, niż jużlekko przymała szkolna szata. Jej Ubraniem  okazała się biała bluzka, różowe spodnie i wełniany sweter z frędzlami. Całosci dopełnił złoty łańcuszek z doczepionym ukochanym medalikiem. Z jakiś fikuśnych butów zrezygnowała, zamiast tego została w nowych skocznych butach. Torba, również nie była jej potrzebna. Dotknęła klamki. Powiedziała na głos :
- To jak? Idziemy?

czwartek, 16 czerwca 2016

Rozdział 7, drugi rok nauki i ciąg niezwykłych wydarzeń


                                               
*_______________________________________________________________________________*
Jest koniec drugiego roku. Za dwa tygodnie wakacje.Diamond siedziała i myślała o ludziach. Hermiona. Miła, życzliwa, mądra i wierna. Eleanor. Męczona przez ojca tyrana, którego wszyscy się bali, lecz pod maską dumnej arystokratki. Neville. Roztrzepany i zabawny. Luna. Zamyślona, odważna, pomysłowa. Wreszcie ktoś, kogo nienawidziła, a jednocześnie czuła coś dziwnego. Miłość. Daleka, odległa, lecz nie ta zwyczajna, tylko ta inna. Nie wiedziała jaka. Dracon Malfoy. Przypomniała sobie pierwszy rok, gdy uleczyła Nevill'a. Potem przez tydzień była nieprzytomna. Przez jej głowę całe to zdarzenie przewijało się jak film. Po przebudzeniu zobaczyła nad sobą panią Pomfrey, a tuż obok, profesor Snape, który odezwał się:
- Nareszcie się obudziłaś. Czekaliśmy na ciebie już tydzień. Jak widać leczenie zbytnio cię przemęcza. Gdyby jeszcze pojawiły się u ciebie jakieś moce masz się do mnie zgłosić, dobrze? Niestety muszę już iść. Do zobaczenia na lekcjach.
I wyszedł. Równie szybko i niepostrzeżenie jak zwykle.
- Wypij to. - powiedziała Poppy - widać, że jesteś ulubienicą profesora. Był u ciebie codziennie.
Przeno
Przerwała rozmyślania. Postanowiła ruszyć się z miejsca. Była niedziela, dzień wolny od nauki. W związku z tym czego nie zrobiła by ślizgonka? Nigdy nie poszłaby do biblioteki, a jak to miała w zwyczaju nasza bohaterka, uwielbiała zmieniać stereotypy, a więc co zrobiła? Poszła do biblioteki. Ostatnio jej jednym z ulubionych zajęć było przeglądanie ksiąg zakazanych, a głównie tych na temat eliksirów. Gdy skończyła przepisywać skład i przepis na Veritaserum, ze spuszczoną głową usiłowała 
chyłkiem wymknąć się zza regału, lecz zderzyła się z kimś. Gdy podniosła głowę zobaczyła oczy o 
kilku kolorach między innymi zielonym, szarym i żółtym, szaro-czarną czuprynę i szeroki uśmiech. 
Chłopak tej niezwykłej urody odezwał się:
- Przepraszam. Nic ci się nie stało?
- Nie, to ja cię przepraszam.
- Co robiłaś w dziale ksiąg zakazanych?
- Ja? Nic.
- Coś musiałaś, skoro z tego miejsca wyszłaś.
- No, dobra. Siedziałam i przepisywałam przepis na eliksir prawdy. A ty? Co niby mogłeś robić tuż przy tym dziale?
- Powiem szczerze. Szedłem dokładnie po to samo co ty. Kocham buszować pośród starych ksiąg.
- Tak w ogóle to jestem Diamond, po prostu Diamond. Ze Slitherinu, drugi rok.
- Dobrze, po prostu Diamond. Ja jestem Hans, Hans Hohenzollern, możesz mówić do mnie H [ czyt. ha ], Ravenclaw i jestem na tym samym roku co ty. To może opowiesz mi coś o sobie i przy okazji 
dasz przepis?

*

Draco Malfoy, ten arystokrata ze Slitherinu, siedział na kanapie w salonie Ślizgonów i myślał. Czuł się dziwnie. Czuł dziwną więź, pomiędzy nim, a tą dziewczyną. Naturalnym wyjściem z sytuacji u Malfoya było wyśmiewanie się z niej, choć wiedział, ż później z niewiadomych powodów będzie tego żałował.

*

Severus Snape siedział w swoim gabinecie, gdy postanowił coś zrobić. Udał się do gabinetu dyrektora.
- Dyrektorze, ja muszę coś zrobić. - zaczął. - Ona jest mała, taka biedna i znosi to wszystko.
Wyzwiska, sierociniec, to zbyt dużo dla takiego małego dziecka.
- Severusie, ja nie wiem co mam ci powiedzieć. Nie ochronisz jej, dopóki nie odzyska rodziców.
- Mogłaby mieszkać u mnie w wakacje. Byłbym jej ojcem chrzestnym. 
Snape pod maską poważnego bezdusznika, był bardzo wrażliwym człowiekiem, a w dodatku mądrym i widział w Diamond potencjał do eliksirów. Pewnie nie spodziewalibyście się głębszych uczuć u niego, lecz nie w moim opowiadaniu.
- Jeśli tak, musiałbyś złożyć wieczystą przysięgę. A jeszcze ona musiałaby się zgodzić.
- Zrobię dla niej wszystko.
- Dobrze, więc zacznijmy. Severusie Tobiaszu Snape, czy przysięgasz do końca życia chronić przed wszelkim niebezpieczeństwem pannę Diamond?
- Przysięgam.
Złota nić połączyła ich ręce.
- Czy przysięgasz Pomagać jej zawsze gdy będzie tego potrzebowała?
- Przysięgam.
Wystrzeliła srebrna nić.
- Czy przysięgasz być jej Ojcem Chrzestnym i traktować ją jako własną córkę?
- Przysięgam.
Pojawiła się błyszcząca szmaragdowa nić.
- Dobrze teraz możemy ją tu zawołać.

*
- A więc, H. Jak idzie ci transmutacja?

- Słabo, ostatniodostałem Trolla z kartkówki.
- To nie możliwe! Jesteś przecież Krukonem!
- A jednak - uśmiechnął się Hans.
- Jak ty to dostałeś, to ja jestem siostra Malfoya.

Zażartowała, lecz nie miała pojęcia jak bardzo się myliła.

*

Jakiś Puchon szedł korytarzem. Miał bardzo ważną rzecz do zrobienia, a mianowicie przyprowadzić niejaką Diamond, ze Slitherinu, do gabinetu dyrektora. Szukał jej po całej szkole, lecz nie mógł jej znaleźć. Ostatnie miejsce jakie mu zostało była biblioteka. Zobaczył jasne włosy trzęsące się w takt śmiechu i wiedział, że to ona. Dziewczyna rozmawiała z szarowłosym Krukonem.
- Dyrektor cię wzywa do gabinetu. - powiedział.
- Mnie? - zdziwiła się Diamond
- A jesteś Diamond, ze Slitherinu?
- Tak.
- To znaczy, że ciebie.
Puchon zaczął ją prowadzić zawiłymi korytarzami, pośród głośno gadających obrazów, gdy wreszcie dotarli do gabinetu Dumbledora i starszy uczeń powiedział : Pałeczki Cukrowe - było to hasło.
Weszli na podest, a schody zaczęły jechać w górę. Razem z chłopakiem weszli do pomieszczenia.
- Witaj, Diamond. Możesz usiąść, a tobie bardzo dziękuję, Ericu, możesz już iść.
Starszy puchon wyszedł.
- A więc Diamond...
- Proszę pana ja naprawdę nic nie zrobiłam, to musiał być Malfoy ! O, albo ta jędza, Parkinson. - dopiero po chwili zorientowała się co powiedziała. - Przepraszam, ja nie chciałam tego powiedzieć. - zaczęła paplać.
- Myślę, że chciałaś, tylko nie przyznasz się do tego. - odparł Dumbledore - lecz nie po to cię tu sprowadziliśmy. Mianowicie, razem z tu obecnym profesorem Snapem mamy do złożenia dla ciebie propozycję.
- Jaką?
- Diamond, nie przerywaj panu dyrektorowi. - upomniał ją Snape.
- Dobrze, panie profesorze.
- Powracając do tematu, mamy propozycję dla ciebie. Nie będziesz mieszkała już w sierocińcu, profesor Snape będzie twoim ojcem chrzestnym, a ty na wakacje będiesz mieszkała razem z nim. Co 
ty na to?
- Ja nie wiem co powiedzieć. To bardzo duży obowiązek.
- Uwież mi, już rozważyliśmy wszystkie za iprzeciw.
- Jeśli tak to z wielką chęcią.

*


' Dwa tygodnie później '

- Profesorze, a jak dostaniemy się do domu?
- Teleportujemy się. Złap mnie za rękę. Poczujesz lekkie szarpnięcie w okolicy pępka i będziemy na miejscu.
- Nigel, chodź. Zmierzamy do nowego domu. - uśmiechnęła się.
Po wykonaniu wszystkich czynności z cichym pyknięciem pojawili się przed szarym domkiem wśród rzędu szeregowców. Diamond wiedziała. To dom Severusa Snape'a.

_________________________________

Cześć, oto i jestem z nowym rozdziałem !
Napiszcie jak się podoba. 
       Buziaki od Bezimiennej :))




























wtorek, 7 czerwca 2016

Rozdział 6

Diamond weszła do Wielkiej Sali i rozejrzała się wokoło. Przy stole Slytherinu siedziało tylko kilkoro pierwszoroczniaków, bo starsi odsypiali imprezy z okazji rozpoczęcia nowego roku. Położyła torbę na krześle obok, by zająć miejsce dla Eleanor. Zajęła się jedzeniem płatków Cini Minis, o dziwo, bo były to płatki mugoli. Po czasie zaczęło się tam zbierać coraz więcej dzieci w tym Pansy ze swoją świtą, czyli Milicentą i Astorią. Miała mokrą głowę, a jej rozwścieczone spojrzenie przeczesywało tłum ludzi. Wreszcie ta upragniona chwila, gdy przy całej szkole będzie mogła oś -mieszyć tą szlamę. W szale szła do stółu Ślizgonów i wrzasnęła do Diamond :
- Jak śmiałaś, ty szlamo?! Oblałaś mnie wodą i myślisz, że jesteś fajna, bo zaatakowałaś kogoś?! - kropelki jej śliny tryskały dziewczynce w prosto w twarz
- Myślę, że ty niekoniecznie musisz tak wrzeszczeć i pluć na mnie. Nic ci nie zobiłam działałam w obronie własnej, a ty chciałaś zrobić mi krzywdę. Nie masz teraz prawa mieć teraz do mnie pretensji.To ty zaczęłaś.
- Jeszcze się rozliczymy, Bezimienna. - zagroziła.
- Dziewczynki, co się dzieje?  - do rozmowy wtrącił się profesor Snape - Przestańcie, dziś pierwszy dzień nauki. Macie tu plany lekcji. Do zobaczenia, Diamond.
- Do zobaczenia, panie profesorze.
Przejrzała plan lekcji. Dziś miała eliksiry z Gryfonami, zielarstwo z krukonami i latanie ponownie z uczniami domu lwa. Och, nie mogła się doczekać eliksirów! Popędziła pod salę i zaczęła czytać podręcznik. Amortrencja, Felix Felics. Jacie! Ile tego było. Punktualnie o 9.00 dzieci zaczęły wchodzić do klas. Nasza główna bohaterka rozejrzała się po klasie i podeszła do dziewczynki, z którą się działa w łódce. Była to Gryfonka, o imieniu Hermiona.
- Cześć, mogę się dosiąść?
- Tak, oczywiście. Choć to podobno dziwne, aby Gryfon kumplował się ze Ślizgonem, lecz to bez znaczenia - uśmiechnęła się brunetka.
- Dzięki, jak dotąd tylko ty, Eleanor i Luna odezwały się do mnie inaczej, niż per „Szlamo".
Dziewczynki pozostały pogrążone w rozmowie, dopóki nie rozległ się cichy szum i nauczyciel.
- Witam, jestem profesor Severus Snape.  Teraz sprawdzę listę. Harper?
- Obecna.
- Diamond?
- Obecna.
- Granger?
- Obecna.
-Weasley?
- Obecny.
Sprawdzał tak dość długo, aż doszedł do niejakiego Harry'ego Pottera, niezbyt znanego przez Diamond.
- Ach, tak - powiedział cicho. - Harry Potter. Nasza nowa znakomitść.
Draco Malfoy i jego przyjaciele (tak, on ma przyjaciół) Crabbe i Goyle parsknęliśmy śmiechem, zakrywając twarze rękami. Snape skończył odczytywać nazwiska i spojrzał po klasie. Jego oczy były przenikliwie czarne jak węgiel. Na pierwszy rzut oka nie widać było w nich nic, lecz dziewczynka po bliższym przyjrzeniu się zobaczyła leciutki błysk ciepła.
- Jesteście tutaj, aby nauczyć się subtelnej, a jednocześnie ścisłej sztuki przyżądzania eliksirów - zaczął.
Mówił prawie szeptem, ale Diamond słyszała każde słowo, zupełnie tak jak wtedy, gdy była z nim na ulicy Pokątnej; potrafił utrzymać ciszę w klasie bez podnoszenia głosu. - Nie ma tu głupiego wymachiwania różdżkami, więc może wiele z was uważa, że to wcale nie jest magia. Nie oczekuję od was, że naprawdę docenicie piękno kipiącego kotła i unoszącej się z niego roziskrzonejj pary, delikatną moc płynów, które pełzną poprzez żyły człowieka, aby oczarować umysł i usidlić zmysły... Mogę was nauczyć, jak uwięzić w butelce sławę, uwarzyć chwale, a nawet powstrzymać śmierć, jeśli tylko nie jesteście bandą bałwanów, których zwykle muszę nauczać. Po tym krótkim przemówieniu zapadła głucha cisza. Hermiona siedząca obok prawie zsunęła się z krzesła, sprawiając wrażenie osoby, która zamierza udowodnić, że nie jest bałwanem.
- Potter! - powiedział z nienacka Snape. - Co mi wyjdzie, jeśli dodam sproszkowanego korzenia asfodelusa do nalewki z piołunu?
Diamond z mało nie parsknęła ze śmiechu gdy zobaczyła tak zwaną minę lamy u Pottera. Ręka Hermiony ( zupełnie jak Diamond się spodziewała ) wystrzeliła w powietrze.
- Nie wiem, panie profesorze - odpowiedział Harry. Wargi Snape'a wykrzywiły się w drwiącym uśmiechu.
- Ach, czyli sława to nie wszystko. - Zlekceważył podniesioną rękę Hermiony. - Spróbujmy jeszcze raz. Potter, gdzie będziesz szukał, jeśli ci powiem, żebyś znalazł mi bezoar?
Hermiona, wraz z koleżanką z ławki wyciągnęły ręce tak wysoko jak tylko zdołały je unieść, a Gryfon nadal siedział osłupiały, nie wiedząc co powiedzieć. Malfoy, Crabbe i Goyle trzęśli się ze śmiechu.
- Nie wiem panie profesorze.
- Wydaje mi się, że nie zaglądałeś do żadnej książki, zanim tu przyjechałeś, co Potter?
Snape wciąż nie dostrzegał drżącej ręki Hermiony.
- Potter, jaka jest różnica między mordownikiem, a tojadem żółtym?
Hermiona w desperacji wstała, celując dwoma palcami w sklepienie lochu.
- Nie wiem - odpowiedział cicho Harry. - Myślę jednak, że wie Hermiona, więc dlaczego pan jej nie zapyta?
Rozległy się pojedyńcze śmiechy, a Diamond parsknęła niepochamowanym śmiechem. Snape, jednak nie był zachwycony.
- Siadaj - warknął na Hermionę. - A więc dowiedz się, Potter, że asfodelus i piołun dają napój usypiający o takiej mocy, że znany jest również jako wywar żywej śmierci. Bezoar to kamień tworzący się w żołądku kozy, który chroni przed wieloma truciznami. Jeśli chodzi o mordownik i tojad żółty, to jest to jedna i ta sama roślina, nazywana tez akonitem. Dlaczego tego nie zapisujecie?
Zrobił się ruch, gdy wszyscy sięgali po pióra i pergaminy.
- Potter - powiedział Snape - twoja ignorancja pozbawiła właśnie Gryffindor jednego punktu.
Później Snape podzielił ich na pary i kazał sporządzić prosty napój leczący z czyraków. Chodził po lochu w swojej długiej czarnej pelerynie, obserwując, jak odwarzają suszoną pokrzywę i kruszą kły węża, krytykując prawie wszystkich prócz Malfoya i ku zdziwieniu ślizgonów Diamond. Nagle loch wypełniła chmura gryzącego, zielonego i rozlegl się głośny syk. Neville Longbottom, wcześniej poznany przez Diamond, niechcący zakołysał kociołkiem Seamusa z Gryffindoru i warzony przez nich płyn wylał się na ziemię, wypalajac dziury w butach sąsiadów. Neville oblany płynem, jęczał z bólu, a na jego rękach i nogach rozkwitały czerwone bąble.
- Idiota! - warknął Snape i jednym machnięciem różdżki oczyścił posadzkę z rozlanego wywaru. - Oczywiście dodałeś kolce jeżozwierza przed zdjęciem kociołka z ognia, tak?
Neville zaczął szlochać, bo bąble pokryły mu już cały nos.
- Zaprowadź go do skrzydła szpitalnego - burknął do Seamusa - Neville bardzo powoli i ostrożnie zaczął pokonywać drogę do drzwi.
Snape podszedł do Harrego i Rona, którzy pracowali obok Nevill'a.
- Potter... Do ciebie mówię. Dlaczego nie powiedziałeś mu, żeby nie dodawał kolców? Myślałeś, że jeśli jemu coś nie wyjdzie to ty na tym zyskasz? W ten sposób straciłeś jeszcze jeden punkt dla swojego domu.
Diamond ocknęła się z zamyślenia i szybko dogoniła Nevill'a - miała przeczucie.
- Yyy... Zaczekaj Neville! - krzyknęła.
- Coś się stało? - odezwał się nieśmiało chłopiec.
- Czy mógłbyś dać mi swoją rękę? - w tym momencie Nigel powolnym krokiem dołączył do właścicielki.
- Dobrze.
Diamond delikatnymi palcami chwyciła rękę Nevill'a i wyobraziła sobie jak bąble maleją, a skóra wraca do normalnego koloru. Snape szybkim krokiem podszedł do dzieci i zapytał:
- Diamond, jak to zrobiłaś?
- Ja po prostu sobie wyobraziłam. Chyba każdy tak umie.
- Nie, to nie może być prawda. - mówił cicho.
- O co chodzi, profesorze? Dlaczego to nie może być prawda?
- Nic, nic. Jak byś mogła, czy uleczysz resztę ran Nevill'a? - następnie zwrócił się do reszty - koniec lekcji. Macie iść pod klasę, gdzie macie następną lekcję.
Dziewczynka uleczyła Nevill'a, lecz potem obraz rozmył się, gdy z wyczerpania związanego z leczeniem padła na podłogę.

_______________________________________________________________________________

Cześć,
Może jeszcze ktoś tu zagląda, jeśli tak to pozdro i mam nadzieję, że nawet się wam podoba.
                                         Bezimienna










































poniedziałek, 30 maja 2016

Rozdział 5

Diamond wraz z Eleanor i Nigelem wyszli na stację usłyszeli wołanie:
- Pirszoroczni! Do mnie! Uwaga ! Do łodzi! Ostrożnie! Po sześć osób!
Dziewczynki i pies wsiedli do łodzi, w ktôrej siedziało już troje dzieci : blondynka, z długimi kręconymi włosami, brunetka i chłopiec z nierozgarniętym wyrazem twarzy.
- Cześć, jestem Diamond, a to moja nowa koleżanka Eleanor i mój pies Nigel.
- Witaj, jestem Luna Lovegood- - powiedziała rozmarzonym głosem blondynka.
- Ja nazywam się Hermiona Granger, a to Neville Longbottom. - Przedstawiła siebie i chłopca, brunetka. - Jestem strasznie ciekawa jak będzie w Hogwarcie. Wiedzieliście, że jest tam tiara, któwra przydziela uczniów do domów, czyli Gryffindoru, Ravenclawu, Huffelpuffu i ...
Nie zdążyła dokończyć, bo w tej chwili dotarli do brzegu. Hagrid poprowadził ich do środka. Na schodach przywitała ich wysoka czarownica ze szpiczastym kapeluszem.
- Witam, jestem profesor Minerwa Mcgonagall, opiekunka Gryffindoru. Teraz zaprwadzę was do Wielkiej Sali, lecz zanim zasiądziecie do posiłku zostaniecie przydzieleni do Domów. Zwą się one Gryffindor, Ravenclaw, Huffelpuff, oraz Slytherin.
W tym momencie Diamond spostrzegła złośliwego blondyna z Pokątnej, który uśmiechnął się z dumą.
- Zapraszam do Sali.
Gdy dzieci weszły, piękno Sali niemal zwaliło je z nóg. Diamond spostrzegła profesora Snapea, który siedział przy długim stole wraz z innymi nauczycielami. Z zamyślenia wyrwał ją głos :
- Granger Hermiona.- dziewczynka została wywołana przez profesor i założyła na głowę postrzępioną Tiarę Przydziału, która wykrzyknęła : Gryffindor!
Po kolei był jeszcze Harry Potter, Ron Weasley, Luna Lovegood, Eleanor Riddle i Draco Malfoy, a wkońcu przyszła kolej na nią i usłyszała :
- Diamond.
Podeszła do stołka, a wkoło rozlegały się szepty: Ej, słyszeliście? Ona nie ma imienia. To dziwne i w
dodatku jest razem z psem.
Gdy założyła Tiarę na głowę, wszyscy usłyszeli:
- Bardzo trudny wybór. Inteligencja jak do Ravenclawu, jednak charakter i pochodzenie do Domu Węża.
- Czekaj, czekaj! Jakie pochodzenie?!
Jednak Tiara nie odpowiedziała, bo wrzasnęła:
- Slytherin!
Diamond podeszła do stołu i usiadła na końcu obok Eleanor. Zaczęły jeść i rozmawiać, gdy blondyn jak się później okazało Draco Malfoy powiedział tak, że wszyscy w całej sali słyszeli :
- Jak to możliwe, że jakaś szlama jest w Slytherinie?! Domagam się powtórki przydziału!
Do stołu podszedł Snape - opiekun Slytherinu i powiedział :
- Draconie, uspokój się natychmiast. Nie będziesz obrażał nowej uczennicy. Z resztą ty też jesteś nowy i nie masz prawa do takich rządań.
- Mam prawo! Jestem czystej krwi, a ta szlama nie ma prawa tu być!
- Ja jestem twoim nauczycielem i karzę ci skończyć tę dyskusję.
Malfoy tylko prychnął na to i nic więcej nie powiedział. Prefekci zaprowadzili nowych uczniów do dormitoriów. Diamond trafiła do dormitorium z Eleanor, Pansy Parkinson, Astorią Greengrass i Milicentą Bulstrode. Wszystkie oprócz Eleanor nie były zbyt ciekawe, zwłaszcza Pansy z tym swoim zadartym nosem. Noc minęła wszystkim spokojnie. Nazajutrz, gdy dziewczynki obudziły się miały pół godziny do śniadania, a ponieważ Diamond obudziła się pierwsza zaczęła się szykować w łazience, lecz usłyszła zza dzrzwi:
- Wyłaź, ty Bezimienna szlamo! Powinnaś ustępować tym czystej krwi! - To Pansy Parkinson. Zupełnie tak jak Diamond się spodziewała.
- Ani mi się śni! Wstałam pierwsza, więc myję się pierwsza.
Wtedy Pansy otworzyła drzwi i rzuciła się do niej z różdżką ( potrafiła już trochę czarować, bo pochodziła z bogatej rodziny czystej krwi). Zaczęła mówić:
- Drę...
Lecz ubiegł ją Nigel, który powiedział ( w myślach oczywiście) do Diamond:
~Wyciągnij przed siebie dłoń i wyobraź sobie falę wody lecącą na tą świnię. Musisz tylko uwierzyć.
Dziewczynka zrobiła co radził przyjaciel, a stało się dokładnie jak mówił. Pansy runęła na ziemię,
a Diamond czym prędzej zmyła się z pokoju zabierając różdżkę i torbę z księgami.























































wtorek, 10 maja 2016

Rozdział 4

- Diamond - odezwał się Snape, zwykłym dla siebie przyciszonym głosem, który i tak wszyscy, którzy słuchali, go usłyszeli - jutro o 11.00 masz pociąg do Hogwartu. Przenocujesz w Dziurawym Kotle, a o godzinie 10.30 będę czekał przed budynkiem, wtedy przeniosę cię na peron 9 i 3/4, a stamtąd pojedziesz do Szkoły. Możesz wyjść na ulicę Pokątną, przy okazji pójdź kupić sobie książki do Esów i Floresów. Masz tu listę - tu podał jej kartkę z listą książek.
- Oczywiście, panie profesorze.
Snape po cichym pstryknięciu zniknął, a Diamond ruszyła do księgarni i zaczęła oglądać książki. Wyjęła listę, wybrała odpowiednie oraz dodatkową lekturę, czyli  krótką historię Hogwartu i dodatkowy podręcznik do eliksirów, bo wydały jej się ciekawe. Później poszła do sklepu z kotłami.
                                                                         <~>
- Witam, profesorze Dumbledore.
- Dzień dobry, Severusie. Jak się miewa nasza mała Diamond?
- Wiem na pewno, że trudno z nią będzie. Uratowała dusznika*.
- Wspaniale, mój drogi. Na pewno świetnie wykorzysta moc daną jej z tego. Nieprawdaż, Severusie?
- Może i racja. Będzie jej przyjacielem, bo raczej z powodu jej imienia, a raczej jego braku, nie będzie jej lekko.
- Mam nadzieję, Severusie, że nie dopuścisz do zbytniego dokuczania, jeśli znajdzie się w twoim domu.
- Naturalnie. Niestety muszę już iść. Mam do załatwienia jeszcze kilka spraw.
- Dobrze, dziękuję ci. Do widzenia.
                                                                           <~>
~ Jak myślisz Nigel, kim ja mogę być? Kim są moi rodzice? Czy umarli, czy żyją sobie razem z innymi dziećmi nawet nie pamiętając o mnie? - wiadomość pomknęła ku Nigelowi.
Na pewno kiedyś się znajdą. Wiem o tym. Żyją.
~ Ta myśl napawa mnie zamyśleniem. Czy kiedykolwiek ich zobaczę? Poczuję miłość płynącą z ich serc, czy przeciwnie? Znienawidzę ich za lata odrzucenia?
~ Na pewno wszystko się ułoży.
Dziewczynka wcześniej tak naprawdę nie przyjrzała się psu. Miał szaro-czarną sierść, a co dziwne przeplataną pasmami krystalicznej morskiej wody.
~ Ależ, oczywiście. Sprawiłoby mi to wielką przyjemność.
Diamond z przyjemnością zanurzyła dłonie w sierści zwierzęcia, lecz ze zdziwieniem poczuła ciepły strumień wpływający na jej dłoń.
- Co to?
Ach, ten strumień, prawda?
-Tak. Co to jest? Dlaczego woda z ciebie spływa, skoro nie kąpałeś się?
Widzisz, jest to jedna z moich mocy. Władam wodą. Wyciągnij przed siebie dłoń i pomyśl o tym, że nad nią unosi się mała kulka wody.
Dziewczynka wyciągnęła rękę i zrobiła, co jej kazał, wtedy mały wir pojawił się nad nią.
- Ja cię! Nigel, to działa!
~ Nie ekscytuj się tak. Po dłuższych ćwiczeniach, będziesz potrafiła wyczarować nawet falę.
- To będzie musiało być ciekawe. No, ale teraz musimy iść do dziurawego kotła. Zrobiło się późno,już 22.00!
I razem poszli spać.
                                                                <~>
Nazajutrz, Severus Snape, wraz z przyszłą uczennicą Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie - Diamond, czekał na peronie 9 i 3/4 na Hogwart Exspress, a wkoło nich rozlegały się szepty: - Ej, patrzcie, to Snape i jakaś dziewczynka. Ciekawe co oni tu robią?
Wtem rozległ się gwizd i nadjechał pociąg.
- No, wsiadaj. - odezwał się Severus - Zobaczymy się na miejscu - powiedział i zniknął.
Dziewczynka weszła do pociągu i razem ze zwierzęciem zaczęła szukać wolnego miejsca. Gdy zajrzała do jednego z przedziałów, ujrzała samotną dziewczynkę z kruczoczarnymi włosami.
- Cześć, czy mogę się dosiąść?
- Ależ jasne. Przyda mi się towarzystwo. Jak masz na imię?
- W-w-właściwie to no, nie mam imienia, ale wszyscy mówią na mnie Diamond.- dziewczynka spuściła głowę - Pewnie nie będziesz mnie już lubić, prawda?
- Skąd?! Co ty, Diamond?! Nie jestem taka głupia! Jakby co to jestem Eleanor Riddle. Możemy być kumpelami. Co ty na to?
- Cieszę się. A tak w ogóle to skąd masz takie dziwne nazwisko - Riddle?
- To ty nie wiesz? Ja jestem córką Lorda Voldemorta. Wszyscy się go boją. Nawet ja. - Na wspomnienie ojca oczy, aż zabłyszczały jej ze strachu.- Dumbledore jakimś cudem uratował mnie przed dożywociem w Azkabanie. Za ,,niby'' śmierciożerstwo. Rozumiesz to
-No, nie do końca, bo kim są ci śmierciożercy, Azkaban i Dumbledore?
- Ty to jesteś wogule niezorientowana. Śmierciożercy to sługi mojego ojca, Azkaban to nie osoba tylko straszne więzienie czarodziejów, a Albus Dumbledore to dyrektor Hogwartu.
- Teraz już rozumiem, bo wiesz ja dopiero się dowiedziałam, że jestem czarodziejką, bo całe życie byłam w sierocińcu.
- To ty jesteś mugolem?!
- Tak, ale co w tym złego?
- Przepraszam cię, za moją reakcję. Ojciec od małego wpajał mi, że szlamy trzeba tępić ale mogę nic sobie z tego nie robić, bo i tak został z niego tylko wrak.
- Teraz już chyba wszystko wiem. Patrz już jesteśmy na miejscu! - Pociąg zatrzymał się, a dziewczynki razem z Nigelem wyszły z pojazdu.
______________________________________________________________
*Dusznik - stworzenie magiczne, wymyślone na potrzebę opowiadania, ciąg dalszy o nim wkrótce























wtorek, 12 kwietnia 2016

Rozdział 3

Diamond razem z Nigelem siedziała przy stoliku w lodziarni Floriana Fortescue, gdy nagle z zaułku wychynął Snape i syknął:
- Nie wiem, co ty sobie wyobrażasz, moja panno. Czy myślisz, że możesz sobie ot tak uciekać i w dodatku siedzieć i zajadać sobie lody? - Skrzywił się i nerwowo poprawił szatę.
- Szczerze, nie interesuje mnie co ma pan do powiedzenia - Nigel mnie poprowadzi.
- Kto to Nigel?
- Mój pies i nowy przyjaciel.
- Nie będziesz mi się sprzeciwiała, nie jestem twoim kolegą. Może wstaniesz łaskawie? Idziemy kupić ci różdżkę.
- A po co mi różdżka? - zapytała ze zdziwieniem Diamond.
- A jak myślisz? Do czarowania!
- No dobra, po tą różdżkę to mogę iść.
- Masz mieć do mnie choć trochę szacunku - burknął - jestem profesorem.
I tak ruszyli, przodem sunął Snape, potem usiłowała nadążyć za nim Diamond, a za nią truchtał Nigel. Razem wkroczyli do sklepu Ollivandera, lecz był już tam klient - wysoki blondyn, oraz najwidoczniej jego syn, również blondyn, który właśnie wybierał różdżkę - Głóg, włos z ogona jednorożca, 10 cali, odpowiednio giętka. Chłopiec zchował różdżkę i razem z ojcem odwrócili się. Gdy Diamond ujrzała jego stalowoszare oczy, coś zakuło ją w sercu. - Były takie same jak jej. Nieznajomi przywitali się z Severusem, a starszy zapytał:
- Severusie, cóż to za dziecko?
- Przyszła uczennica Hogwartu, Diamond.
- Rozumiem. Draconie chodź. - Blondyn machną ręką na syna, a ten wzruszył ramionami i poszedł za nim.
- Witam, panie Ollivander. Proszę o różdżkę dla tego dziecka.
-Dobrze, dobrze, no podejdź tu, dziecko. Którą ręką czarujesz?
- Ja? Ch-chyba lewą.
- Dobrze, dobrze proszę. - i podszedł do Diamond z różdżką.- Może ta. Dąb, pióro feniksa, 12 cali,  lekko sztywna.
Dziewczynka popatrzyła się na różdżkę z niemałym zdziwieniem. - Co mam zrobić?
- No, machnij!
Dziecko machnęło różdżką, lecz nic się nie stało.
- Nie, nie to najwyraźniej nie będzie ta. Chm, dziwne, a może to będzie ta jedyna? - Garrick podszedł do Diamond z różdżką. - Anielski dąb, włos z ogona jednorożca, 10 cali, odpowiednio giętka.
Dziewczynka machnęła różdżką, a wtedy nad głową Diamond pojawił się wir wodny, a Nigel odezwał się w głowie swojej pani:
- To będzie jedna z twoich mocy: woda. W swoim czasie dowiesz się jak się nią posługiwać, lecz pamiętaj, dopiero w odpowiedniej chwili.
- Oczywiście, będę pamiętać - pomyślała, a jej głos natychmiast pojawił się w głowie Nigela.
- No, masz różdżkę, to teraz idź do Madame Malkin, po szatę, a ja będę czekał na ciebie pod Esami i Floresami.
- Dobrze, panie profesorze.
Diamond siedziała u Madam Malkin, która zapytała:
- Do Hogwartu, prawda?
Dziewczynka nic nie odpowiedziała. Myślała o tym chłopcu i co się stało, gdy spojrzała w jego oczy?
















poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Rozdział 2

Dziewczynka wraz z nauczycielem pojawiła się na ulicy pokątnej. Zupełnie nie wiedziała o co chodzi, kim tak naprawdę jest i dlaczego nie znając tego człowieka zaufała mu i poszła razem z nim ?
Może skoro jest czarodziejem to zrobił jej coś z umysłem? - Niech pan mnie przeniesie do domu ja nie znam pana!
- Diamond nie denerwuj się. Ja nie jestem zagrożeniem. Chcę ci pomóc.
- Nie chcę pana pomocy! - Dziewczyna zaczęła uciekać, wpadając na innych czarodziei, gdy nagle zobaczyła kulę wrzącej wody, pędzącą wprost na jakieś dziwne stworzenie. Nie zastanawiając się skoczyła na zwierzę i odepchnęła, sprzed wielkiej kuli! Razem z kreaturą potoczyła się po ziemi.
- Dziewczyno! Głupia jesteś?! To mogło cię zabić! - Wrzasnęła jakaś pani przechodząca obok.
- Och, Diamond bardzo dziękuję ci za uratowanie mnie. - Odezwał się głos w jej głowie.
- Kim jesteś i zkąd znasz moje imię? - zapytało dziecko.
- Jestem Nigel i jestem psem. Twoje zdolności i moje zdolności połączyły się, nasze dusze wniknęły w siebie.
- Ale jak to możliwe? Czy nie jesteś, po prostu zwykłym psem?
- Moja droga, mój wygląd często myli ludzi, lecz tylko ci niezwykli podejmują decyzję uratowania mnie. - ty jesteś jedną z nich.
- Rozumiem, czyli teraz będziesz razem ze mną? Lecz ile to potrwa?
- Będziemy razem, gdy ty odczuwasz  ból, ja również, gdy jesteś szczęśliwa, ja razem z tobą, gdy umrzesz, moje życie zakończy się. Czekam na każdą twoją prośbę, na każde zawołanie.
- Mam jeszcze jedno pytanie. Mówiłeś coś o mocach. Co z nimi?
- Kochana, to odkryjesz sama, lecz nie bój się - pomogę ci, będę z tobą. Na zawsze.
                       

piątek, 8 kwietnia 2016

Rozdział 1


Mała dziewczynka siedziała na czarnym zniszczonym łóżku. Miała na oko 11 lat, oraz stalowoszare oczy, białe, wręcz włosy i odznaczała się nie lada silnym charakterem. Wpatrywała się w jedyną pamiątkę po rodzinie - srebrny medalik ze zdjęciem przedstawiający rodzeństwo, trzymające się za ręce, gdy nagle do jej pokoju wszedł człowiek o czarnych oczach, czrnych, tłustych włosach i czarnej szacie. 
- Dzień dobry, proszę pana. Co pana sprowadza? - odezwało się dziecko, szybko zatrzaskując medalik.
- Witam, jestem Severus Snape i jestem czarodziejem. Będę twoim nauczycielem w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Przysyła mnie profesor Albus Dumbledore. Oprowadzę cię po naszym świecie. W drodze wszystko ci opowiem.
- W jaką drogę? Ja jestem tylko zwykłym dzieckiem.Nawet nie pofatygowano się, by nadać mi jakieś imię  - jestem nikim.
- Nie przesadzaj, dziecko. Weź swoje rzeczy. Wyruszamy na ulicę pokątną, a tak w ogóle jak mam się do ciebie zwracać?
- Mówią do mnie Diamond, proszę pana. - zwróciła się do niego podczas, gdy zabierała medalik i kilka monet.
- Dobrze, a więc Diamond chwyć mnie za rękę. 
Dziewczynka złapała przybysza za łokieć, a wtedy poczuła szarpnięcie i wszystko się rozmyło.

Powitanie

Witajcie,
Tworzę tego bloga na podstawie książki ,, Harry Potter ". Zapraszam do czytania.
                                           Bezimienna