Translate

wtorek, 7 czerwca 2016

Rozdział 6

Diamond weszła do Wielkiej Sali i rozejrzała się wokoło. Przy stole Slytherinu siedziało tylko kilkoro pierwszoroczniaków, bo starsi odsypiali imprezy z okazji rozpoczęcia nowego roku. Położyła torbę na krześle obok, by zająć miejsce dla Eleanor. Zajęła się jedzeniem płatków Cini Minis, o dziwo, bo były to płatki mugoli. Po czasie zaczęło się tam zbierać coraz więcej dzieci w tym Pansy ze swoją świtą, czyli Milicentą i Astorią. Miała mokrą głowę, a jej rozwścieczone spojrzenie przeczesywało tłum ludzi. Wreszcie ta upragniona chwila, gdy przy całej szkole będzie mogła oś -mieszyć tą szlamę. W szale szła do stółu Ślizgonów i wrzasnęła do Diamond :
- Jak śmiałaś, ty szlamo?! Oblałaś mnie wodą i myślisz, że jesteś fajna, bo zaatakowałaś kogoś?! - kropelki jej śliny tryskały dziewczynce w prosto w twarz
- Myślę, że ty niekoniecznie musisz tak wrzeszczeć i pluć na mnie. Nic ci nie zobiłam działałam w obronie własnej, a ty chciałaś zrobić mi krzywdę. Nie masz teraz prawa mieć teraz do mnie pretensji.To ty zaczęłaś.
- Jeszcze się rozliczymy, Bezimienna. - zagroziła.
- Dziewczynki, co się dzieje?  - do rozmowy wtrącił się profesor Snape - Przestańcie, dziś pierwszy dzień nauki. Macie tu plany lekcji. Do zobaczenia, Diamond.
- Do zobaczenia, panie profesorze.
Przejrzała plan lekcji. Dziś miała eliksiry z Gryfonami, zielarstwo z krukonami i latanie ponownie z uczniami domu lwa. Och, nie mogła się doczekać eliksirów! Popędziła pod salę i zaczęła czytać podręcznik. Amortrencja, Felix Felics. Jacie! Ile tego było. Punktualnie o 9.00 dzieci zaczęły wchodzić do klas. Nasza główna bohaterka rozejrzała się po klasie i podeszła do dziewczynki, z którą się działa w łódce. Była to Gryfonka, o imieniu Hermiona.
- Cześć, mogę się dosiąść?
- Tak, oczywiście. Choć to podobno dziwne, aby Gryfon kumplował się ze Ślizgonem, lecz to bez znaczenia - uśmiechnęła się brunetka.
- Dzięki, jak dotąd tylko ty, Eleanor i Luna odezwały się do mnie inaczej, niż per „Szlamo".
Dziewczynki pozostały pogrążone w rozmowie, dopóki nie rozległ się cichy szum i nauczyciel.
- Witam, jestem profesor Severus Snape.  Teraz sprawdzę listę. Harper?
- Obecna.
- Diamond?
- Obecna.
- Granger?
- Obecna.
-Weasley?
- Obecny.
Sprawdzał tak dość długo, aż doszedł do niejakiego Harry'ego Pottera, niezbyt znanego przez Diamond.
- Ach, tak - powiedział cicho. - Harry Potter. Nasza nowa znakomitść.
Draco Malfoy i jego przyjaciele (tak, on ma przyjaciół) Crabbe i Goyle parsknęliśmy śmiechem, zakrywając twarze rękami. Snape skończył odczytywać nazwiska i spojrzał po klasie. Jego oczy były przenikliwie czarne jak węgiel. Na pierwszy rzut oka nie widać było w nich nic, lecz dziewczynka po bliższym przyjrzeniu się zobaczyła leciutki błysk ciepła.
- Jesteście tutaj, aby nauczyć się subtelnej, a jednocześnie ścisłej sztuki przyżądzania eliksirów - zaczął.
Mówił prawie szeptem, ale Diamond słyszała każde słowo, zupełnie tak jak wtedy, gdy była z nim na ulicy Pokątnej; potrafił utrzymać ciszę w klasie bez podnoszenia głosu. - Nie ma tu głupiego wymachiwania różdżkami, więc może wiele z was uważa, że to wcale nie jest magia. Nie oczekuję od was, że naprawdę docenicie piękno kipiącego kotła i unoszącej się z niego roziskrzonejj pary, delikatną moc płynów, które pełzną poprzez żyły człowieka, aby oczarować umysł i usidlić zmysły... Mogę was nauczyć, jak uwięzić w butelce sławę, uwarzyć chwale, a nawet powstrzymać śmierć, jeśli tylko nie jesteście bandą bałwanów, których zwykle muszę nauczać. Po tym krótkim przemówieniu zapadła głucha cisza. Hermiona siedząca obok prawie zsunęła się z krzesła, sprawiając wrażenie osoby, która zamierza udowodnić, że nie jest bałwanem.
- Potter! - powiedział z nienacka Snape. - Co mi wyjdzie, jeśli dodam sproszkowanego korzenia asfodelusa do nalewki z piołunu?
Diamond z mało nie parsknęła ze śmiechu gdy zobaczyła tak zwaną minę lamy u Pottera. Ręka Hermiony ( zupełnie jak Diamond się spodziewała ) wystrzeliła w powietrze.
- Nie wiem, panie profesorze - odpowiedział Harry. Wargi Snape'a wykrzywiły się w drwiącym uśmiechu.
- Ach, czyli sława to nie wszystko. - Zlekceważył podniesioną rękę Hermiony. - Spróbujmy jeszcze raz. Potter, gdzie będziesz szukał, jeśli ci powiem, żebyś znalazł mi bezoar?
Hermiona, wraz z koleżanką z ławki wyciągnęły ręce tak wysoko jak tylko zdołały je unieść, a Gryfon nadal siedział osłupiały, nie wiedząc co powiedzieć. Malfoy, Crabbe i Goyle trzęśli się ze śmiechu.
- Nie wiem panie profesorze.
- Wydaje mi się, że nie zaglądałeś do żadnej książki, zanim tu przyjechałeś, co Potter?
Snape wciąż nie dostrzegał drżącej ręki Hermiony.
- Potter, jaka jest różnica między mordownikiem, a tojadem żółtym?
Hermiona w desperacji wstała, celując dwoma palcami w sklepienie lochu.
- Nie wiem - odpowiedział cicho Harry. - Myślę jednak, że wie Hermiona, więc dlaczego pan jej nie zapyta?
Rozległy się pojedyńcze śmiechy, a Diamond parsknęła niepochamowanym śmiechem. Snape, jednak nie był zachwycony.
- Siadaj - warknął na Hermionę. - A więc dowiedz się, Potter, że asfodelus i piołun dają napój usypiający o takiej mocy, że znany jest również jako wywar żywej śmierci. Bezoar to kamień tworzący się w żołądku kozy, który chroni przed wieloma truciznami. Jeśli chodzi o mordownik i tojad żółty, to jest to jedna i ta sama roślina, nazywana tez akonitem. Dlaczego tego nie zapisujecie?
Zrobił się ruch, gdy wszyscy sięgali po pióra i pergaminy.
- Potter - powiedział Snape - twoja ignorancja pozbawiła właśnie Gryffindor jednego punktu.
Później Snape podzielił ich na pary i kazał sporządzić prosty napój leczący z czyraków. Chodził po lochu w swojej długiej czarnej pelerynie, obserwując, jak odwarzają suszoną pokrzywę i kruszą kły węża, krytykując prawie wszystkich prócz Malfoya i ku zdziwieniu ślizgonów Diamond. Nagle loch wypełniła chmura gryzącego, zielonego i rozlegl się głośny syk. Neville Longbottom, wcześniej poznany przez Diamond, niechcący zakołysał kociołkiem Seamusa z Gryffindoru i warzony przez nich płyn wylał się na ziemię, wypalajac dziury w butach sąsiadów. Neville oblany płynem, jęczał z bólu, a na jego rękach i nogach rozkwitały czerwone bąble.
- Idiota! - warknął Snape i jednym machnięciem różdżki oczyścił posadzkę z rozlanego wywaru. - Oczywiście dodałeś kolce jeżozwierza przed zdjęciem kociołka z ognia, tak?
Neville zaczął szlochać, bo bąble pokryły mu już cały nos.
- Zaprowadź go do skrzydła szpitalnego - burknął do Seamusa - Neville bardzo powoli i ostrożnie zaczął pokonywać drogę do drzwi.
Snape podszedł do Harrego i Rona, którzy pracowali obok Nevill'a.
- Potter... Do ciebie mówię. Dlaczego nie powiedziałeś mu, żeby nie dodawał kolców? Myślałeś, że jeśli jemu coś nie wyjdzie to ty na tym zyskasz? W ten sposób straciłeś jeszcze jeden punkt dla swojego domu.
Diamond ocknęła się z zamyślenia i szybko dogoniła Nevill'a - miała przeczucie.
- Yyy... Zaczekaj Neville! - krzyknęła.
- Coś się stało? - odezwał się nieśmiało chłopiec.
- Czy mógłbyś dać mi swoją rękę? - w tym momencie Nigel powolnym krokiem dołączył do właścicielki.
- Dobrze.
Diamond delikatnymi palcami chwyciła rękę Nevill'a i wyobraziła sobie jak bąble maleją, a skóra wraca do normalnego koloru. Snape szybkim krokiem podszedł do dzieci i zapytał:
- Diamond, jak to zrobiłaś?
- Ja po prostu sobie wyobraziłam. Chyba każdy tak umie.
- Nie, to nie może być prawda. - mówił cicho.
- O co chodzi, profesorze? Dlaczego to nie może być prawda?
- Nic, nic. Jak byś mogła, czy uleczysz resztę ran Nevill'a? - następnie zwrócił się do reszty - koniec lekcji. Macie iść pod klasę, gdzie macie następną lekcję.
Dziewczynka uleczyła Nevill'a, lecz potem obraz rozmył się, gdy z wyczerpania związanego z leczeniem padła na podłogę.

_______________________________________________________________________________

Cześć,
Może jeszcze ktoś tu zagląda, jeśli tak to pozdro i mam nadzieję, że nawet się wam podoba.
                                         Bezimienna










































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz