Zapraszam.- Snape otworzył przed dziewczynką drzwi.
Wnętrze, było tak jak się spodziewała w ciemnej tonacji. Przy wejściu znajdywał się przedsionek razem z wieszakiem, szafą i miejscem na buty. Diamond zaczęła zdejmować swój długi płaszcz i chciała powiesić go na wieszaku, który był dość wysoki, lecz nauczyciel odezwał się :
- Wystarczy, że podrzucisz, a ubranie samo się powiesi.
Weszli do dużego pomieszczenia, zapewne do salonu. Był stonowany w ciemnych kolorach. Dalej przeszli do kuchni, jednak tu było więcej białego i szarego. Weszli po schodach, a Snape powiedział :
- Tu, po prawej jest mój gabinet, połączony z sypialnią, zawsze, gdy będziesz czegoś potrzebowała możesz tu przyjść. Dobrze?
- Dobrze, panie profesorze.
- Chodź, tu jest niespodzianka dla ciebie. Znaleźli się w dość dużym pokoju, który był podzielony na cztery części szybami z białymi ramami. Po lewej w jednym z pomieszczeń było łóżko, szafka nocna i lampka, a cała powierzchnia była w barwach Slitherinu. Dalej było wielkie laboratorium z biurkiem i wieloma kociołkami pod zasłoną Ravenclaw. Po prawej znajdowała się ogromna biblioteka w kolorach Gryffindoru, z wiernymi kopiami Hogwardzkich ksiąg. Na koniec jej spojrzenie padło na wielki pokój pełen szaf z fiolkami i buteleczkami pełnymi przeróżnych składników, a ściany były czarno żólte - to był Huffelpuff.
- Profesorze, to... to jest wspaniałe. To pierwszy prezent, jaki w życiu dostałam. - powiedziała ze łzami w oczach.
- Podoba ci się? Naprawdę?
- To najwspanialsze przeżycie jakie mnie kiedykolwiek spotkało.
- Zobacz, stuknij dwa razy w szybę swoją różdżką.
Zrobiła tak jak kazał, a szkło zamieniło się w każdym pokoju w ściany tego koloru co tam był.
- Wow.
- Nie do końca wiedziałem jakie lubisz kolory, więc zrobiłem, każde pomieszczenie w kolorach danego domu.
- To naprawdę świetny pomysł, profesorze!
- Gdy pociągniesz w bibliotece ten srebrny tom, to ściana obróci się i znajdziesz się w garderobie. A jak stukniesz swoją różdżką w ścianę za łóżkiem to znowu nastąpi obrót, lecz wtedy będzież w łazience. Na dworze jest jeszcze jeden prezent dla ciebie. Chodź.
***
Razem z opiekunem zaczęła iść do ogrodu. Był ładnie urządzony. Taras z ciemnymi kafelkami i wiele różnokolorowych roślin, w tym hortensje, storczyki, róże i tulipany. W sumie, to nie spodziewała się tak przyjaznego klimatu w tym domu. Na beżowym stoliku pod parasolem stało srebrne pudełko na buty z logiem Converse.
- No, dalej otwórz. - zachęcił ją.
Otworzyła. W środku znajdowały się granatowe buty Converse. Nie wiedzieć czemu czuła magiczną aurę, promieniującą od butów. Założyła je. Pochodziła w koło. Były wygodne, lecz czuła, że musi zrobić coś jeszcze. Lekko podskoczyła i ... Wrzasnęła, bo poderwała sie 3 metry w górę.
- Brawo! - pochwalił ją Snape - bardzo szybko odkryłaś ich największą tajemnicę.
- Profesorze, jak mam zejść nadół? - zapytała lekko poddenerwowana, bo nadal wisiała w powietrzu.
- Po prostu tupnij.
Zrobiła tak, jak kazał i momentalnie spadła, lecz nic sobie nie robiąc.
- Ależ to świetna zabawa profesorze! - zawołała wyskakując na siedem, lub dziesięć metrów wzwyż i tupiąc z wielkim zapałem. Jej prawie białe, blond włosy falowały w takt skoków, a srebrne oczy błyszczały z radości.
- Dobrze, Diamond. Możesz sobie tutaj pobiegać, ja w tym czasie będę w moim gabinecie, dobrze?
- Dobrze, panie profesorze. Jeszcze raz bardzo dziękuję.
Podbiegła do niego i się przytuliła. Snape, nieco zdezorientowany, zdziwił się. Po chwili pogłaskał ją po głowie i odwzajemnił uścisk. Diamond czuła przytulając się do niego czuła zapach sosen i siarki
wynikających z bliskiej styczności z eliksirami, jednak pasowało jej to.
- No, już. Muszę iść.
- Dziękueję, profesorze.
- A, jeszcze jedno. - dodał na odchodnym - te buty są bardzo wytrzymałe, nic się przez nie nie przebije.
Dziewczynka, po godzinie skakania, była dość zmęczona, więc udała się do swego pokoju. Wędrowała przez wiele ciemnych korytarzy, pośród obrazów. Przystanęła przy jednym z nich. Przedstawiał kobietę w niebieskiej koronkowej sukni, z kruczoczarnymi włosami i srebrnym diademem na głowie.
- Rovena Ravenclaw? - powiedziała do siebie z niedowierzaniem
- Tak, to ja, Rowena Ravenclaw. A ty, kto?
Diamond odskoczyła. Nie spodziewała się, że nawet tu obrazy będą gadać. Niby to też magiczny dom, ale i tak się zdziwiła.
- Ja jestem Diamond.
- Wiesz, że powiedziałaś niepoprawnie? Powinnaś mówić „mam na imię Diamond", a nie tak. Jak już, to można „jestem Diamond i do tego nazwisko".
- Diamond to moje nazwisko. A imienia nie mam. Profesor mówi do mnie Po nazwisku, lub ,,mała", przyjaciele Diamond, a wrogowie Bezimienna, lub per Szlamo. - odpowiedziała ze złością, był to jej wrażliwy punkt.
- Przepraszam, to było nietaktowne z mojej strony. - Diamond zaczęła odchodzić, zdenerwowana. - Proszę zostań! - krzyknęła za nią. - W tym domu już nikt ze mną nie rozmawia. Kiedyś… przychodził tu jeszcze Severus, gdy zaczął nauczanie w Hogwarcie, nie miał czasu by zajrzeć do starej przyjaciółki. - do jej głosu wdarła się nuta melancholii.
- No, dobra. Mogę chwile zostać.
- Uff. A więc, możesz opowiedzieć mi coś o sobie?
- Zaczynając od początku. Urodziłam się 5 czerwca 1980 roku. Nie pamiętam mojej rodziny. Mając 4 lata, trafiłam do sierocińca. Do Hogwartu zabrał mnie profesor Snape. Różdżka - Anielski dąb, włos z ogona jednorożca, 10 cali, odpowiednio giętka. Miałam trafić ze względu na inteligencję do pani domu, lecz ze względuna charakter i nieznane mi jeszcze pochodzenie wzięło górę i jestem w Slitherinie. Mam zwierzaka, Nigela - tu odsunęła się i wskazała na stworzenie. Jest psem. Chyba. W każdym razie, mówiąc krótko, siedzę tutaj, skacząc w moich nowych, magicznych butach, myślę o przyjaciołach, moim arcy wrogu Draconie Malfoy'u i jego obstawie. Generalnie mam bardzo urozmaicone życie. Coś jeszcze?
- Jeszcze dwa małe pytania. Jaki przedmiot w Hogwarcie jest twoim ulubionym? Oraz, jak zdobyłaś Nigela?
- Mój ulubiony przedmiot to oczywiście eliksiry. Z Nigelem to dziwna sprawa. Gdy dowiedziałam się, że jestem czarodziejką to byłam na ulicy pokątnej, zobaczyłam kulę wrzącej wody, pędzącej na niego, więc po prostu skoczyłam i odepchnełam go. No, a on potem powiedział, że od dziś jest moim psem.
- Ciekawe, bardzo ciekawe. Naprawdę interesujące. No, nie ważne. Dziękuję ci za rozmowę, do zobaczenia później.
Diamond zaczęła odchodzić, gdy Rowena jeszcze dorzuciła na odchodnym :
- Powiedz Severusowi, by zajrzał jeszcze czasem, dobrze?
- Oczywiście. Do widzenia.
Dziewczynka ruszyła do swojego pokoju. Gdy już dotarła spojrzała na zegarek.
~Kurczę, muszę się pospieszyć. Jest 19:15, a o 19:30, profesor chce mnie widzieć na kolacji.
~ Lepiej, byś się pospieszyła. - poradził Nigel.
Szybko ruszyła do szafy, bo uznała, że założy coś wygodniejszego, niż jużlekko przymała szkolna szata. Jej Ubraniem okazała się biała bluzka, różowe spodnie i wełniany sweter z frędzlami. Całosci dopełnił złoty łańcuszek z doczepionym ukochanym medalikiem. Z jakiś fikuśnych butów zrezygnowała, zamiast tego została w nowych skocznych butach. Torba, również nie była jej potrzebna. Dotknęła klamki. Powiedziała na głos :
- To jak? Idziemy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz